terapiatraumy.pl

Archive
Czerwiec 2018 Monthly archive

Irvin Yalom, Marilyn Yalom

Potrzeba mentora, nauczyciela, przewodnika czy mistrza, aż po dzisiejszego coucha i trenera osobistego, jest powszechną potrzebą i tęsknotą. Mieć kogoś, kto nas zna i rozumie – często lepiej niż my sami siebie. Kogoś, kto zna kierunek i sam już przechodził wielokrotnie tę drogę.

Co ciekawe Yalom tak pojmuje też rolę terapeuty. Czasami czuję się jak przewodnik oprowadzający drugiego człowieka po jego własnym domu. Co za uczta duchowa!

Jednak u Yaloma ta potrzeba wynika jeszcze z czegoś innego. Z pragnienia wyrwania się z żydowskiego getta, odcięcia się od nieczułej matki i słabego ojca.

W dzieciństwie nie cierpiałem swojego życia, swojego otoczenia, swojej szkoły, swoich kolegów – pragnąłem, by ktoś mnie od tego wszystkiego uwolnił. […] Marzenie o decenieniu i wyzwoleniu tkwi we mnie pod wieloma postaciami.

Matka Nigdy nie miała dla mnie dobrego słowa, a ja odpłacałem pięknym za nadobne.

Ojciec Zawsze drążył mnie niewypowiedziany żal do ojca- o to, że nigdy, nawet jeden raz, nie przeciwstawił się matce. […] Ani razu nie stanął po mojej stronie.

Bieda żyliśmy wtedy w ubóstwue i byłem nieszczęśliwy.[…] Moja samotność i wyobcowanie. Niedopałki i szczury. Czerwona twarz fryzjera nazywającego mnie „żydkiem”

Musiałem uciec z tej rodziny.

A patrząc w swoich wspomnieniach z perspektywy osiemdziesięciu lat na swoje życie, Yalom tak zwraca się do swoich rodziców:

Proszę, wybaczcie mi, że tak bardzo się was wstydziłem.

Kiedy piszę te wspomnienia i szukam kontaktu z moim młodocianym ja, kiedy uświadamiam sobie […] jak bardzo żałowałem przez całe życie, że nie miałem w młodości mentora, nagle coś mi świta: miałem go przecież! Moim mentorem była Marilyn.

Marilyn Yalom (*1932), z domu Koenick, amerykańska romanistka i feministka, autorka znakomitych książek na temat historii płci.

słuchając wystąpienia Merylin, siedziałem uszczęśliwiony, powstrzymując się, żeby nie zawołać głośno: „Hej, słuchajcie, to moja żona!”.

Lata przed pojawieniem się Merilyn często postrzegam w ostrych, czarno-białych barwach, inne kolory przesączają się dopiero po jej wejściu w moje życie.

Nigdy nie zapominam o tym, jak wielkie miałem szczęście, że w moim życiu piętnastolatka pojawiła się Merilyn. Uwzniośliła moje myśli, podsycała ambicje, służyła mi za wzór przyzwoitości, wielkoduszności i oddania życiu umysłowemu.

Każdego dnia błogosławię los za to, że dane mi było spędzić życie z Merilyn.

Yalomowie mają czworo dzieci. Co ważne dzieci urodziły się bardzo wcześnie, jeszcze w czasie studiów. Ale Irvin i Marilyn zawsze stawiali swój związek na pierwszym miejscu. Był on dla nich ważniejszy od relacji z dziećmi. Co wcale nie było łatwe dla dzieci, które czuły, że na pierwszym miejscu jest związek rodziców. Niejako w myśl powiedzenia Simone de Beauvoir i Jean-Paul Sartre’a, że najistotniejszą relacją jest relacja do partnera.

Książka jest przebogata, ale najbardziej urzekł mnie pewien pomysł Yaloma, genialny w swojej prostocie i dlatego bardzo łatwy do zastosowania przez każdego. Dwukrotnie wspominając trudnośći lat młodzieńczych (bezsenności i niemożność nauczenia się hebrajskiego) odbywa fikcyjną sesję terapeutyczną z ówczesnym samym sobą.

Gdyby dziś nastolatek w rodzaju młodego Irvina […] przyszedł do mnie po fachową konsultację psychiatryczną […] to nasza rozmowa przebiegłaby mniej więcej w następujący sposób:

Gdybym jednak wybrał się wówczas do terapeuty, takiego jak sa sam, to nasza rozmowa mogłaby przebiegać mniej więcej w następujący sposób:

Czego mi brakuje u Yaloma? Właściwie tylko dwóch rzeczy: przede wszystkim spojrzenia systemowego; chociaż bywał u Victorii Satir; wspominaa też psychodramę, która robi na nim wielkie wrażenie. Brakuje też traumy i terapii traumy. 

Trauma pojawia się wielokrotnie w ukryty sposób, a wprost tylko raz na stronie 373. Niedawno przyjechałem na spotkanie roztrzęsiony z powodu wypadku samochodowego, który zdarzył mi się tydzien wcześniej. Bałem się po nim prowadzić auto i zacząłem się zastanawiać, czy w moim wieku powinienem jeszcze siadać za kierownicą. Jeden z członków grupy […] interpretował to jako objaw umiarkowanego stresu pourazowego. Ujęcie spraw w taki sposób bardzo mi pomogło i pojechałem do domu spokojniejszy.

Ale jako czytelnik czuję się szczodrze obdarowany. Lektura wspomnień Yaloma Stając się sobą była ogromną przyjemnością. Oczywiście pozostaje niedosyt. Yalom mówi, jak wspaniałą ma żonę, ale tego nie pokazuje, jakby świadomie zachowując tajemnicę. Zawsze zadaję sobie pytanie, czego się nauczyłem i jakie pytanie mam do autora.

Moja lekcja, w którą uwierzyłem do końca dopiero po zapoznaniu się z teorią poliwagalną Stephana Porgesa, brzymi:

Najważniejsze są relacje. 

Leczy relacja z drugim człowiekiem. 

Relacja przepojona miłością.

P.S. 1: Jeszcze słówko o tytule, trudnym niewątpliwie do przetłumaczenia:

Becoming myself znaczy: jak stałem się sobą, mną, czyli tym kim jestem. Stając się sobą nie oddaje tego „ja:. Tytuł jest też czytelnym echem słów spopularyzowanych przez F. W. Nietzschego (Ludzkie, arcyludzkie oraz Wiedza radosna) i użytych w podtytule do Ecce homo: Wie man wird, was man ist. (Ecce Homo: Jak się staje, czym się jest). Pierwotnie powiedzenie „stań się, kim jesteś” występuje u Pindara (5. wiek p.n.e.) w Odach pytyjskich.

Podtytuł Pamiętnik psychiatry też mi się nie podoba. Wolał bym raczej wspomnienia. Może autobiografia? W oryginale jest A Psychiatrist’s Momoir.

Wreszcie okładka. Polska okładka przypomina dendryty. (Abstract art of black tree silhouette isolated on white background). Wolę oryginalną, która nasuwa skojarzenia ze słojami drzewa, albo raczej z barwnymi kręgami na przepołowionych szlachetnych kamieniach o niepowtarzalnej urodzie, jakie widuje się w sklepach pamiątkarskich z kamieniami na Dolnym Śląsku. Co znów jest nawiązaniem do Rilkego (Ich lebe mein Leben in wachsenden Ringen – Przeżywam swoje życie w coraz większych kręgach)

P.S. 2: Ponieważ premiera polskiego wydania opóźniła się trochę, więc zaplanowany czas na lekturę polskiego przekładu poświęciłem na oglądanie Yaloma na youtubie. Kilkadziesiąt godzin. Polecam szczególnie Yalom’s Cure, film wspomniany w książce, nakręcony przez świetną szwajcarską dokumentalistkę Sabine Gisinger. Z urzekającą muzyką Griega i Chopina, obgryzającym paznokcie Yalomem, nakręcony w cudownym niespiesznym tempie i z przestrzennym oddechem! Komu przeszkadzają greckie podpisy, ten znajdzie oczywiście film na Netflixie & co.

Czytaj dalej...

Spędziłem życie ze wspaniała kobietą. Mam kochające dzieci i wnuki. Mieszkam w szczęśliwej części świata, z idealną pogodą, uroczymi parkami, znikomym poziomem nędzy i przestępstw oraz Stanfordem, jednym z najlepszych uniwersytetów na świecie. Codziennie otrzymuję listy przypominające mi, że pomogłem wielu ludziom w dalekich krajach.

Tak kończy swoje wspomnienia osiemdziesięciopięcioletni Irvin D. Yalom (* 13.06.1931). Ukazały się one w ubiegłym roku w Ameryce, teraz wyszły po polsku w Wydawnictwie Czarna Owca pt. Stając się sobą. Pamiętnik psychiatry (tytuł oryginału: Becoming Myself: A Psychiatrist’s Memoir). Co za czasów dożyliśmy, że ważne książki ukazują się tak szybko.

Yalom jest jednym z najbardziej znanych i wpływowych terapeutów. Oczywiście znane i niewątpliwe są jego zasługi dla terapii grupowej i egystencjalnej. Ale swoją wyjątkową pozycję zajmuje za sprawą książek, które napisał. Należy do najbardziej poczytnych autorów. Złośliwi powiadają, że jest najlepszym pisarzem wśród terapeutów i najlepszym terapeutą wśród pisarzy. Sławą cieszy się zasłużenie, ponieważ pisze świetnie. Znalazł swój sposób pisania o terapii. Pisze o terapii dla czytelnika, ale bez poradnikowego prostactwa. Pisze głęboko, mądrze, pięknie i prawdziwie.

Po polsku wyszło praktycznie wszystko. Jakie szczęście dla autora i dla czytelników. Opublikowano nawet więcej niż się wydaje autorowi: na stronie 316 mowa jest o książce Religia a psychiatria, którą rzekomo „opublikowano w języku greckim i tureckim (ale w żadnym innym)”. Po polsku wyszła w roku 2009 w wydawnictwie Eneteia. Z kolei redaktor polskiego wydania nie wie, że wspomniana na stronie 280  A Concise Guide to Group Psychotherapy istnieje po polsku: Sophia Vinogradov & Irvin D. Yalom: Psychoterapia grupowa. Krótki przewodnik dla terapeutów. Warszawa 2011, Instytut Psychologii Zdrowia.

Jaką metodę pisania ma Yalom? Jego proces pisania jest prosty: czyta ponownie opisy przypadków klinicznych z archiwum, a kiedy któryś z nich wydaje mu się naładowany energią, wówczas buduje wokół niego opowiadanie. Najwięcej czasu zajmuje mu zacieranie tożsamości pacjentów. Od każdego uzyskuje też pisemną zgodę na publikację.

Ja się jakiś czas wzbraniałem przed czytaniem Yaloma, ku zgorszeniu moich przyjaciół. A potem w jedne wakacje usiadłem i przeczytałem wszystko, całego Yaloma. Najpierw Mama i sens życia, potem Leżąc na kozetce i Dar terapii. Następnie poszły powieści: Nietzsche, Schopenhauer i Spinoza. W dalszej kolejnosci Psychoterapia grupowa i Terapia egzystencjalna. Doczytałem resztę Kat miłości, Z każdym dniem trochę bliżej itd. A zakończyłem obejrzeniem – wtedy świeżego – filmu dokumentalnego Yalom’s Cure.

Moją ulubioną książką jest niewątpliwie Dar terapii, który pierwotnie miał się nazywać Listy do młodego terapeuty, na wzór słynnych Listów do młodego poety Reinera Maii Rilkego. Yalom po latach czytając tę książkę tak ją opisuje: Troska o innych i wielkoduszność stale doświadczam tych uczuć przy pracy, i robię wszystko, co w mojej mocy, żeby pomóc pacjentom w wyzwoleniu ich własnej miłości i współczucia wobec innych. Gdybym dla jakiegoś pacjenta nie miał miłości i współczucia, to wątpliwe, bym mógł mu wiele pomóc.

Ale dlaczego w ogóle warto czytać biografie? Co jest takiego pociągającego w pamiętnikach, wspomnieniach, dziennikach, listach, biografiach i autobiografiach? W książce jest piękna historia, którą najpierw chciałbym przytoczyć:

Biblioteka była drugim domem Yaloma. 

Pośrodku części parterowej stał masywny regał, na którym umieszczono dzieła biograficzne, w porządku alfabetycznym według nazwisk ich bohaterów. Okrążałem go niezliczoną ilość razy […] przy kazdej wizycie w bibliotece kręciłem się koło pólki biograficznej i w końcu obmyśliłem plan: będę czytać jedną biografię na tydzień, zaczynając od litery A, aż przebrnę przez cały alfabet.

O ile pamiętam, mój projekt biograficzny zakończył się na literze T. 

(T – tau – jest ostatnią literą m.in. alfabetu hebrajskiego, a gdyby nam się to przydarzyło, wtedy nie doszlibyśmy do Yaloma!). 

Dziś myślę, że ten chaotyczny ciąg lektur wcale mi nie zaszkodził. Nic w tym złego, że byłem jedynym jedenastolatkiem na świecie, który wiedział za dużo o Hetty Green i Samie Patchu. Marzyłem o dorosłym mentorze!

 

cdn.

Czytaj dalej...

Ukazały się już pierwsze recenzje, omówienia i notki Strachu ucieleśnionego Bessela van der Kolka.

Jeszcze przed wydaniem polskim wyszła recenzja dr Lidii Anny Wiśniewskiej z UMK, która zajmuje się problematyką ciała i psychospołecznym znaczeniem cielesności (jest autorką m.in. „Kobiece ciało – kobieca psychika”). Tekst pt. Bessel van der Kolk, The Body keeps the score znajduje się w: Acta Universitatis Nicolai Copernici; Pedagogika XXXI/2015; Nauki Humanistyczno-Społeczne; Zeszyt 246; strony183-186. Oto fragment końcowy:

Van der Kolk zaprasza czytelnika – zarówno profesjonalistę (lekarza, psychologa, terapeutę, pedagoga), jak i laika (być może osobę dotkniętą traumą lub jej rodzinę) w niezwykłą podróż. […] Książka Jest jednocześnie swoistym kompendium wiedzy o traumie i sposobach pomocy – a przede wszystkim jest świadectwem siły człowieka: zarówno tego, który zmaga się z urazem, jak i naukowców poszukujących sposobów pomocy. 

 

 

Kamila A. Paszelke, na swoim blogu psychologicznym uważniej.pl zamieściła 27. maja 2018 roku omówienie książki. Na zakończenie podaje trzy powody, dlaczego warto przeczytać Strach ucieleśniony:

To studium traumy, w której autor przeprowadza czytelnika przez wszystkie zakamarki związane zarówno z traumą, jak i zespołem stresu pourazowego.

• To źródło rzetelnej wiedzy na temat wpływu traumy na codzienne funkcjonowanie oraz pokazanie procesu leczenia.

• To książka dla każdego, niezależnie od wykonywanego zawodu i wykształcenia.

 

Notkę o książce z wyborem cytatów pt. Trauma – jak się podnieść? zamieściła Gazeta Senior (nr 5/2018; str. 8). To szczególnie godne zauważenia, nie ze względu na książkę, ale ze względu na seniorów. Wciąż niewielka jest świadomość, jak wiele problemów w późnym wieku wynika z nieprzepracowanych traum. I jak łatwo można pomóc!

 

W Krytyce Politycznej Jaś Kapela, pisarz, poeta i felietonista, opublikował napisany ze swadą tekst, pt. To nie jest kraj dla zdrowych ludzi.

Oto fragment na zachętę:

Krytyka tradycyjnych sposobów leczenia PTSD staje się krytyką współczesnego społeczeństwa. Van der Kolk wspomina, że czasem podczas prezentacji o leczeniu traumy uczestnicy proszą go, żeby przestał gadać o polityce, a skupił się na neurologii i sposobach terapii. Niestety nie sposób oddzielić traumy od polityki. […] W dzisiejszym świecie to, miejsce gdzie się urodziłeś, często znacznie bardziej determinuje twoją przyszłość niż twoje geny. Co z tego, że urodzisz się Einsteinem, skoro najbliższą szkołę będziesz miał dwie wioski dalej, a po drodze będą grasować partyzanci. Wystarczy zresztą urodzić się w złej dzielnicy, aby mieć znacznie mniejsze szanse na udane i szczęśliwe życie.

I zakończenie:

Ciągle w naszym kraju ważniejsi są martwi niż żywi, którzy muszą sobie radzić sami. No ale jakoś sobie radzimy, więc skoro państwo was nie ochroni przed przemocą, to przynajmniej warto wiedzieć, że mindfulness, joga i poruszanie gałkami ocznymi mogą pomóc się uporać z traumatycznymi wspomnienia. A może nawet z przyszłymi traumami, które zapewne was nie ominą, jeśli mieszkacie w Polsce.

 

Będziemy, w miarę ich ukazywania się, zamieszczać kolejne recenzje.

Zenon Mazurczak

Czytaj dalej...

 

Umberto Eco, autor m.in. słynnego Imienia róży, nie tylko pokazał do czego może doprowadzić miłość do książek, ale sam był słynnym bibliofilem. Kochał książki. W mediolańskim mieszkaniu miał bibliotekę złożoną z 30.000 książek, kolejne 10 tysięcy w domku na wsi i 5 tysięcy w drugim mieszkaniu w Bolonii.

W zbiorze artykułów na temat czytania i książek pt. La memoria vegetale e altri scritti di bibliofilia (2006), znalazłem takie oto cytaty, którymi chciałem się podzielić jeszcze w związku ze „Strachem ucieleśnionym” Bessela van der Kolka i jak tę książkę czytać.

Rytm czytania podąża za rytmem ciała, rytm ciała podąża za rytmem czytania. Czytamy nie tylko głową, czytamy całym ciałem, i dlatego możemy płakać nad książką albo się śmiać, a gdy czytamy coś strasznego, to włosy stają nam dęba.

 

Na zdjęciu: Biblioteka klasztorna w Einsiedeln, Szwajcaria.

Czytaj dalej...