terapiatraumy.pl

No-body, czyli bezcielesność

Jeśli nie mam ciała, po angielsku no-body, to jestem nikim. Nie ważne, czy mam ciało, czy jestem ciałem, potrzebuje ciała.

Potrzebuję ciała między innymi, a może przede wszystkim, do samoregulacji. Co to znaczy?  Jak sobie radzę w sytuacjach trudnych, gdy spotykają mnie przeciwności? Jak sobie radzę ze stresem? Czy i jak jestem w stanie uspokoić się, uspokoić ciało i odprężyć się.

Zachód wybrał drogę przez intelekt, przez rozum. I dzięki nauce i technice odniósł globalny sukces. Ciało jednak wyeliminował. 

Nawet w religiach Zachodu brak ciała. Niektórzy uważają, że panuje tu wręcz wrogość wobec „grzesznego” ciała. Nabożeństwa przypominają „gadające głowy”; nie ma modlitwy ciałem oprócz znaku krzyża, przyklęknięcia czy zdawkowego pokłonu.

A jak w takiej sytuacji bezcielesności radzimy sobie z ciałem? Gdzie znajdujemy ukojenie? 

Bessel van der Kolk powiada, że: „zasadniczo pochodzimy z kultury post-alkoholowej. Europejczycy od wieków znali tylko jedną drogę radzenia sobie z bólem i cierpieniem. A mianowicie butelka alkoholu! Kultura północno-amerykańska kontynuuje to podejście. Źle się czujesz? Zrób sobie drinka albo weź tabletkę!”

Ale jeśli popatrzeć na inne religie i cywilizacje w świecie, to okaże się, że samoregulacja zawsze zaczyna się od ciała. Indie mają jogę. Chiny, Japonia i Korea mają qigong, tai chi oraz przeróżne sztuki walki. W Afryce są bębny, śpiew i taniec.

W Strachu ucieleśnionym. Mózg, umysł i ciało w terapii traumy, van der Kolk opowiada taką historię:

Mogłem obserwować siłę społecznych rytmów w 1996 roku, gdy arcybiskup Desmond Tutu prowadził publiczne wysłuchania w południowoafrykańskiej Truth and Reconciliation Commission (Komisji Prawdy i Pojednania). Towarzyszyły temu wspólne śpiewy i tańce. Świadkowie wspominali niewyobrażalne okrucieństwa, jakie spotkały ich i ich rodziny. A gdy stawało się to zbyt przytłaczające, Desmond Tutu przerywał zeznania i inicjował wspólną modlitwę, pieśń albo taniec, dopóki świadek nie doszedł do siebie. Dzięki temu uczestnicy mogli jakby „wchodzić i wychodzić” z ponownego przeżywania horroru i znowu znaleźć słowa na opisanie tego, co ich spotkało. Arcybiskupowi Tutu i całej komisji udało się dzięki takim działaniom zapobiec szałowi zemsty, co często obserwujemy, gdy ofiary zbrodni wychodzą na wolność.

A nam, na Zachodzie, pozostaje jedynie przypomnieć sobie ostrzeżenie Wisławy Szymborskiej z wiersza pod tytułem Prospekt:

Jestem pastylka na uspokojenie.

[…]

Wiem, co robić z nieszczęściem,

jak znieść złą nowinę,

[…]

Sprzedaj mi swoją duszę.

Inny się kupiec nie trafi.

Innego diabła nie ma.

_____________

Ilustracja: Bruno Bruni Pocałunek; rzeźba; Galeria Alexander E. Räber (Zurych).