terapiatraumy.pl

Jak (nie) czytać „Strach ucieleśniony” van der Kolka?

Że warto czytać, to jasne. Od tygodnia staram się o tym przekonywać. Już po premierze Strachu ucieleśnionego, Beesela van der Kolka  (9 maja 2018), chciałbym się więc podzielić moimi doświadczeniami i przemyśleniami, jak czytać tę książkę, względnie jak jej nie czytać. 

Należę do osób, które zanim zaczną używać jakiegoś gadżetu lub diwajsa, czytają namiętnie instrukcje obsługi. Książki czytuję po bożemu, od początku do końca, od deski do deski, a przynajmniej po kolei. W kręgu przyjaciół i znajomych należę raczej do absolutnych wyjątków, ponieważ święte księgi też tak czytałem.

Strach ucieleśniony to gruba książka, pięćset stron! Ja nie czytam zbyt szybko, mimo że swego czasu dałem się skusić na kurs szybkiego czytania. Ale nawet, kto czyta tradycyjnie, jak się zaweźmie, to i w jeden dzień z tym tekstem uporać się może. Tylko po co?

To jest książka o traumie. Trauma konfrontuje nas z cierpieniem, z bólem. Jak pisał van der Kolk w swojej monumentalnej pracy „Stres traumatyczny” z roku 1996: wprowadzenie diagnozy PTSD (pourazowe zaburzenie stresowe) dało początek badaniom naukowym nad ludzkim cierpieniem.

Warto się najpierw z tą książką oswoić. Nauczyć się czytać ją ciałem. Co to znaczy? Czytając trzeba zwracać uwagę na rezonans jaki to, co czytam wywołuje we mnie? Co mi ta książka „robi”? Co się dzieje ze mną, gdy ją czytam? Co się dzieje w ciele, w emocjach i w umyśle?

Czytam i jestem czytany. Nie tylko ja czytam książkę, ale ta książka czyta mnie. Ja też jestem księgą! A im lepiej odczytam samego siebie tym większą korzyść wyniosę z lektury. Ten rezonans, który może się pojawić także po pewnym czasie, jest znaczący i może stanowić początek radzenia sobie z własną traumą. 

Jeżeli jednak poczujemy się przytłoczeni, najlepiej na chwilę przerwać czytanie, wziąć głęboki oddech, może wyjść na spacer albo pobyć z osobą, której obecność nam dobrze robi. Zazwyczaj to wystarczy. 

Peter A. Levine radzi: Obserwuj uważnie zwłaszcza te stany, które odczuwasz jako zbyt intensywne, by móc nimi pokierować – złość, przerażenie, totalną bezradność, zalanie niepokojącymi obrazami lub przymus zrealizowania niebezpiecznych fantazji. W takim przypadku potrzebujesz kompetentnej, profesjonalnej pomocy. 

Czytanie na chybił trafił. Wcale nie trzeba czytania zaczynać od początku. Można otworzyć książkę  gdziekolwiek, zupełnie przypadkowo (jeśli ktoś wierzy w przypadki!) i  zacząć czytać od tego miejsca. Jeśli cię zainteresuje, czytaj dalej. A po chwili znowu otwórz książkę w innym miejscu. I tak dalej.

Forma i treść. Nie przejmuj się tym, jeśli czegoś nie rozumiesz. Kontynuuj czytanie lub otwórz tekst w innym miejscu. Książka ma 20 rozdziałów i bardzo wiele podrozdziałów. Przeczytaj jedynie dany podrozdział, zorientuj się do jakiego należy rozdziału. Ewentualnie zajrzyj od razu do rozdziału, który cię szczególnie interesuje. Przejrzyj też indeks na końcu i wyszukaj kilka ważnych dla siebie pojęć.

Trauma konfrontuje nas z tym, co najgorsze i najlepsze w życiu i w człowieku – jak to kiedyś powiedział Bessel van der Kolk. Z jednej strony jesteśmy świadkami strasznych rzeczy, które ludzie sobie wzajemnie wyrządzają, ale z drugiej podziwiamy ich rezyliencję, wolę życia, miłość, troskę i poczucie, że istnieje coś większego od nas. Nie sposób w pełni docenić wartości życia bez poznania także jego ciemnej strony.

Dlatego w trudnych sytuacja życiowych, gdy szukam wsparcia, paradoksalnie otwieram czasami właśnie tę książkę, na ślepo, tam, gdzie się sama otworzy, żeby zobaczyć swoje troski w pewnej proporcji, w innym kontekście i szerszej perspektywie.

Każdy ma swój sposób czytania. Bynajmniej nie roszczę sobie pretensji do jedynie słusznej koncepcji. Mam też absolutne zaufanie do książki, że każdy kto ją przeczyta, odniesie wielką korzyść.

Thomas Mann zapytany przez studentów amerykańskich, jak czytać „Czarodziejską górę”, odpowiedział zdecydowanie: dwa razy! Bo wtedy przyjemność jest większa. I uzasadnił to muzyczną budową dzieła oraz argumentował, że w pełni można ją zrozumieć jedynie przy drugim czytaniu, gdyż nie tylko pamiętamy, co było, ale i świadomie czekamy na to, co będzie. 

Nie wiem, czy słynne zdanie Manna ma zastosowanie do „Strachu ucieleśnionego” van der Kolka, ale jestem przekonany, że warto z tą książką obcować w sposób świadomy.

Zenon Mazurczak

__________________________________________

Ilustracja: Carl Sptizweg, Der Bücherwurm (Der Bibliotekar)/Mol książkowy (Bibliotekarz); obraz olejny na płótnie, 1852 rok; Museum Georga Schäfera w Schweinfurcie.