terapiatraumy.pl

Mam! Mam! Mam!

„Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy”.

Chodzę i śpiewam: „a ja mam dziewczynę po słowackiej stronie! Hejjj!”

Gwoli ścisłości po szwajcarskiej, ale to już zupełnie inna historia. Ważne jest to hej, które po aramejsku i hebrajsku oznacza  życiową energię.

620 gram żywej wagi. Blok książki jak w oryginale: 225 mm wzrostu, 147 mm szerokości i 35 mm na grubość. 496 stron. Przypisy na dole strony. Żywa pagina podająca numer i tytuł rozdziału. Jest indeks! Brakuje tylko zdjęcia autora na skrzydełku. Szkoda.

Font jest czytelny, nawet większy niż w wydaniu amerykańskim, ale w sam raz. Papier kremowy i przyjemnie szorstki. Nie za gruby. Wystarczające marginesy.

Trzymam książkę w rękach.

Zamykam oczy.

Dotykam.

I przytulam do serca.

A potem przykładam do ucha.

I słucham, co książka chce mi powiedzieć.*

Nauczył mnie tego Bert Hellinger. Robił to nie tylko w księgarni, zastanawiając się: kupić książkę czy nie kupić. Ale także ze swoimi książkami, gdy przywoziłem mu do pokazania kolejne tytuły z Biblioteki Hellingerowskiej wydawanej w Czarnej Owcy.

Jest dobrze. Jest OK.

To jest dobra książka!

Mogę odetchnąć!  Ósemka okazała się szczęśliwa. To już ósma pozycja w serii Terapia Traumy!

I robię jeszcze jedną rzecz. Czytam sobie na głos nazwiska osób, które przyczyniły się do polskiego wydania: tłumaczka – Małgorzata Załoga; redakcja (cichy bohater tej książki!) – Jagoda Latkowska; projekt okładki – Kasi Słania; skład – Dariusz Piskulak; korekta – Zuzanna Żółtowska i redaktor prowadząca – Małgorzata Hlal.

Ale najważniejsze, że prawie cała majówka, cały tydzień przede mną. Na czytanie. Roger.

 

______________________

*Nie wącham, ponieważ boję się efektu Wokulskiego. Wokulski nie ożenił się jak wiadomo z panią Stawską – od dobrego losu mu przeznaczoną – z powodu zapachu… kalafiora.