terapiatraumy.pl

Czy doktor van der Kolk ma traumę? (2)

Urodzony 8. lipca 1943 roku, Bessel van der Kolk należy do pokolenia dzieci wojny. Co to znaczy, wiemy m.in. z książek Sabine Bode Zapomniane pokolenie dzieci wojny, Swietłany Aleksijewicz Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy czy Anny Janko Mała zagłada.

Jako zaledwie roczne dziecko Bessel, nazywany w domu Barnabą (co po aramejsku oznacza „syn pocieszenia” – por. Dzieje Apostolskie 4,36) przeżył wielki głód w Holandii w zimie 1944/45 (Hongerwinter). Jego pierwsze ciasto urodzinowe było zrobione z cebulek tulipanów, bo nie było mąki.

Hongerwinter. Podczas niemieckiej blokady w czasie bardzo ciężkiej zimy głodem dotkniętych zostało ok. 4,5 mln ludzi. Umarło z głodu ok. 20.000 Holendrów. Traumatyczne skutki głodu, także w następnych pokoleniach, są dobrze udokumentowane i zbadane.

Po wojnie, jak wszystkie dzieci, bawił się w ruinach domów rodzinnego miasta. Oczywiście w wojnę. Niemalże wszyscy wokół byli ciężko straumatyzowani. Jego sąsiadami byli ocaleni z Holocaustu. 

Ojciec był w obozie. Kiedy ostatecznie likwidowano obóz, Niemiec, który podobnie jak ojciec van der Kolka był gorliwym chrześcijaninem, kazał mu nagle wyjść do toalety. A kiedy ten powrócił Niemiec mu nieoczekiwanie oświadczył: „Obóz jest pusty, dlaczego nie idziesz do domu?”.

Ojciec Barnaby pracował później w Shellu. W domu obowiązywała zasada absolutnego posłuszeństwo bez dyskusji. „Mój ojciec zamykał mnie w piwnicy za rozmaite przewinienia, jakich mógł się dopuścić trzylatek. Kiedy miałem jakieś siedem lat ojciec opowiedział mi, że kiedyś przed naszym domem, dziecko sąsiadów zostało na śmierć pobite przez Niemców za za ‚brak szacunku’! . Zamartwiałem się, że zostanę wykluczony albo porzucony”. 

„Dopiero, gdy mogłem opowiedzieć, jak czuł się tamten mały chłopiec, gdy mogłem wybaczyć temu małemu chłopcu, że był tak przerażony i uległy, zacząłem cieszyć się własnym towarzystwem”. 

Ale już wtedy Barnaba zastanawiał się: „jak to jest możliwe, że ktoś, kto gotów był umrzeć za swoje poglądy, dopuszcza się takich samych rzeczy na swoim własnym dziecku.”

Jako nastolatek podróżował autostopem po Francji. Lubił tam chodzić po górach, bo – jak wiadomo – Hollandia jest raczej płaska lub depresyjna! Podczas pewnej podróży po Francji  trafił do ekumenicznej wioski Taizé, zachwycił się muzyką i został na dłużej, choć nie na zawsze. Wkrótce podjął studia medyczne, o których marzył już jako czternastolatek, na Uniwersytecie w Honolulu, na Hawajach. Ale o tym napiszę w kolejnej części.

Dzisiaj pytany o religię odpowiada: „Nadal mam pewne przeżycia duchowe. Wierzę, że wszystkie rzeczy są połączone. Ale zorganizowana religia przyprawia mnie o gęsią skórkę.”

cdn.

Zenon Mazurczak

Ilustracja: Croix de Taizé.