terapiatraumy.pl

Czy doktor Bessel A. van der Kolk miał traumę? (1)

Kiedy w roku 2005 zaczynałem się bliżej interesować traumą (mam na to świadków), bardzo szybko natknąłem się na nazwisko Bessel van der Kolk. Przez prawie 3 miesiące mozolnie przegryzałem się przez opasłą, fundamentalną pracę zbiorowę Traumatic Stress. The Effects of Overwhelming Experience on Mind, Body, and Society, pod redakcja van der Kolka.

Ale kiedy wrzucałem jego nazwisko do wyszukiwarki w Amazonie (w tamtych czasach najlepszej do kwerendy) wyskakiwało mi kilkadziesiąt pozycji. Ale zastanawiał mnie fakt, że nie były to wcale książki van der Kolka, ale książki innych autorów, do których on pisał przedmowy. Co książka o traumie, to przedmowa van der Kolka! Wkrótce się zorientowałem, że  nie były to wcale kurtuazyjne teksty, lecz często bardzo rozbudowane i głębokie eseje.

Dobrym tego przykładem jego pisarstwa jest przedmowa do książki Petera Levine’a: Trauma i pamięć. Mózg i ciało w poszukiwaniu autentycznej przeszłości (Czarna Owca 2017; seria Terapia Traumy). Uderza mnie hojność van der Kolka we wspieraniu innych oraz niezwykła gotowość do współpracy.

O jego dorobku naukowym i karierze zawodowej wiadomo bardzo dużo i wszystko to łatwo znaleźć (150 artykułów w najlepszych czasopismach naukowych – napiszę o tym, w kolejnej części), ale bardzo trudno znaleźć cokolwiek prywatnego. A mnie intrygowało pytanie: dlaczego facet, który zwykł chodzić w jaskrawych skarpetkach, poświeca 40 lat życia na badanie mrocznych tajemnic traumy i zajmowanie się straumatyzowanymi?

Książka Strach ucieleśniony. Mózg, umysł i ciało w terapii traumy, która ukaże się niebawem w Czarnej Owcy, już na początku przynosi bardzo ciekawe informacje.

Ale najpierw warto zwrócić uwagę na miejsce i rok urodzenia autora. Van der Kolk urodził się w Hadze, w Holandii. Latem 1943 roku. O roku ów! Kto ciebie widział w naszym kraju! Od Andrzeja Szczypiorskiego nauczyłem się, że rok 1943 był w historii XX wieku, rokiem szczególnym (nieprzypadkowo powieść Początek rozgrywa się w tym roku i taki nosi tytuł) – wystarczy wspomnieć Stalingrad i powstanie w Getcie Warszawskim.

Bessel van der Kolk o swoim ojcu:  Dorastałem w powojennej Holandii, jako syn człowieka, którego zamknięto w obozie za to, że był otwartym przeciwnikiem nazistów. Mój ojciec nigdy nie mówił o swoich wojennych przeżyciach, ale niekiedy wybuchał bez powodu niepohamowanym gniewem, co wprawiało mnie w osłupienie. Nie rozumiałem, jak człowiek, który codziennie rano modlił się i studiował Biblię, mógł mieć takie napady wściekłości. Jak ktoś, kto całe życie poświęcił walce o sprawiedliwość społeczną mógł być tak przepełniony gniewem?

Bessel van der Kolk o swojej matce: Matka napomykała czasem o traumatycznych wspomnieniach z dzieciństwa, a niekiedy, jak teraz sądzę, ponownie odgrywała tamte przeżycia. Miała działający mi na nerwy nawyk: gdy tylko pytałem ją, jak wyglądało jej życie, kiedy była małą dziewczynką, zaraz mdlała, a potem oskarżała mnie, że to przeze mnie się tak zdenerwowała.

Wspomina również wuja, którego Japończycy wzięli do niewoli w holenderskich Indiach Wschodnich (obecnej Indonezji) i wysłali do przymusowej pracy w Birmie, gdzie budował słynny most na rzece Kwai. On też rzadko wspominał wojnę i także często wybuchał niepohamowanym gniewem.

I tak to komentuje: Zastanawiałem się, czy mój ojciec i mój wujek też miewali koszmary i nawracające wspomnienia czy także czuli zupełny brak łączności z bliskimi i czy nie potrafili znaleźć w życiu żadnej prawdziwej przyjemności…

cdn.

Zenon Mazurczak