terapiatraumy.pl

Trauma potrzebuje rytuału

Trauma potrzebuje rytuałuTrauma jest wszechobecna. Wszechobecna jest też tęsknota za rytuałem.

Najbardziej brakuje nam rytuału, gdy spotyka nas trauma straty. Gdy potrzebujemy rytuału pożegnania. Nie mamy rytuału rozstania, stąd m.in. tyle rozwiedzionych osób, które tkwią w traumie rozstania, a rozstać się nie potrafią. Albo tyle osób w żałobie albo nie odbytej albo nie dokończonej.

11 listopada w rocznicę zakończenia I wojny światowej, pierwszej zbiorowej traumy ubiegłego stulecia i w tym sensie wzoru wszystkich traum ubiegłego wieku, ukończona została instalacja w fosie Tower of London  składająca się z 888 246 czerwonych maków wykonanych z ceramiki nosi nazwę “Blood Swept Lands and Seas of Red” (Ziemia skąpana we krwi i Morza czerwieni) i upamiętnia ofiary Wielkiej Brytanii w czasie tej strasznej wojny. Liczba maków odpowiada dokładnie liczbie poległych Brytyjczyków. Każdy z poległych żołnierzy został w tym rytuale indywidualnie uczczony. Niezwykłą instalację, autorstwa dwojga artystów, ceramika Paula Cumminsa i scenografa Toma Pipera, obejrzało już 4 mln ludzi. Kto sobie życzył mógł wcześniej osobiście wesprzeć projekt uczczenia poległych Brytyjczyków, kupując za 25 funtów ceramicznego maka.

9 listopada w Berlinie obchodzono 25 rocznicę obalenia muru berlińskiego. Na kilka dni przedtem ustawiono blisko 8000 białych balonów wzdłuż linii, którą kiedyś biegł mur berliński, trauma tego miasta. Przy dźwiękach “Ody do radości”, z IX Symfonii Ludwiga van Beethovena, wypełnione helem balony wzniosły się do nieba. Każdy balon miał dwoje patronów, którzy do balona mogli przyczepić własne życzenia.

Pierwowzorem miejsc pamięci jest Yad Vashem (”miejsce i imię”) na cześć wszystkich Żydów poległych w Holocauście – zarówno dla Vietnam Veterans Memorial w Waszyngtonie z 59 325 poległymi w Wietnamie żołnierzami amerykańskimi czy National September 11 Memorial dla blisko 3 tysięcy ofiar zamachu z 11. września 2001.

Tęsknota za rytuałem jest wielka. I potrzeba jest wielka. Ale wielka też jest bezradność, co najlepiej widać w modzie na tatuaże. Rytuały wydają się często nam martwe lub puste. Narzekamy, że nie są czytelne, że ich nie rozumiemy, że nie wiemy, do czego się odnoszą, do czego odsyłają i co symbolizują. Ale przede wszystkim nic nie czujemy, nie przeżywamy. Niczego nie doświadczamy. Większość rytuałów “nic nam nie robi” to i my z nich sobie nic nie robimy.

Dlatego potocznie rytuałem nazywamy wszystko, co powtarzamy. Ale powtarzalność, to zaledwie jedna cecha rytuału. I wtedy rzeczywiście rytuał jest pusty. Picie herbaty o określonej godzinie i nazywanie tego rytuałem dalekie jest od japońskiego rytuału parzenia herbaty.

Sprawa nie jest jednak taka prosta. Ponieważ problemem nie jest brak rytuałów ani mitów jako takich. Bo co nam po mitach i rytuałach bez społeczności. Problemem jest brak silnych więzi rodzinnych i społecznych. Brak społeczności, która pomoże nam udźwignąć nasze traumy.

A kolejna trudność w naszych narcystycznych czasach polega na tym, że brakuje mam doświadczenia i odniesienia do Czegoś Większego.

Genialnie jest to pomyślane w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Fajerwerki kończące co roku całą akcję nazywane są światełkiem do nieba. I to wystarczy. My strzelamy. Ale dla kogo? Patrzeć można nie tylko z dołu…

Większość zachodnich terapii zajmuje się wyłącznie tym, co jest we wnętrzu człowieka, tzn. cielesnymi, emocjonalnymi i mentalnymi warstwami. Cel terapii polega na tym, żeby zgrać różne płaszczyzny świadomości, ażeby mogła zaistnieć integracja, a po niej uzdrowienie. Traumę można leczyć poprzez emocje, pracę z ciałem lub rozmowę. Ale wszystkim terapiom wspólne jest jedno: integracja i harmonizacja wszystkich płaszczyzn ludzkiego doświadczenia. Wychodzi się z założenia, że pacjent znów poczuje się wówczas scalony, i już dłużej niepodzielony.

Psychoterapia nie zajmuje się zasadniczo tym, co istnieje poza normalną ludzką świadomością. W rytuałach natomiast chodzi zarówno o rzeczywistość wewnętrzną jak i zewnętrzną. W rytuałach pracuje się wprost i aktywnie z zewnętrznymi siłami. Rytuały mogą dopełnić wewnętrzny proces przemiany, nie powinny go jednak zastępować.

Ja uczyłem się rytuałów u Daana van Kampenhouta, to praktyk nowoczesnego szamanizmu, twórca Rytuałów Systemowych, który ostatnio zresztą coraz częściej prowadzi treningi w Berlinie. Dużo wie o traumie. Dlatego mogę polecić jego trzy książki, które ukazały się po polsku:

Daan van Kampenhout: Rytuały szamańskie a ustawienia rodzinne. KOS 2006.

Daan van Kampenhout: Pozwól się odnaleźć. 77 rytuałów, ćwiczeń i medytacji, dzięki którym twój wymarzony partner znajdzie do ciebie drogę. KOS 2009.

Daan van Kampenhout: Cztery kierunki. Wprowadzenie do pracy z szamańskim kołem życia. KOS 2011.

Po holendersku jest jeszcze: Sjamanistische rituelen. Oude tradities, nieuwe vormen. De Driehoek 2011.

Przy najbliższej okazji może zaproponuję rytuał, który z pożytkiem można wykonać, nawet jeśli on nie zastępuje pracy z traumą jako taką.

 

na zdjęciu: maki u stóp Tower of London