terapiatraumy.pl

Trauma w 33 cytatach z Cyrulnika

Trauma w 33 cytatach z CyrulnikaKsiążkę Borisa Cyrulnika Ratuj się, życie wzywa przedstawiałem już pisząc o Traumie milczenia, odwoływałem się do niej także pisząc o Zamrożonych słowach traumy. Ponieważ ta książka wciąż chodzi za mną, postanowiłem dziś zrobić mały wybór cytatów na temat traumy.

 

Nawet kiedy nic złego się nie dzieje wystarczy jeden impuls, żeby obudzić ślad przeszłości. Nic się nie zaciera, tylko myślimy, że zapomnieliśmy.

Śmierć rodziców nie była dla mnie żadnym wydarzeniem. Byli ze mną, a potem już ich nie było. To nie ich śmierć odcisnęła na mnie piętno, ale ich zniknięcie. Jak żyć najpierw z nimi, a potem, nagle, bez nich? Nie chodzi o cierpienie – nie cierpi się na emocjonalnej pustyni, umiera się, to wszystko.

Miałem sześć lat, nie umiałem ani czytać, ani pisać, nie było radia, nie było muzyki, nie było kolegów, nie było słów. Krążyłem bez końca wokół stołu w salonie, gdzie byłem zamknięty. Zawroty głowy mnie uspokajały, a jednocześnie w dziwny sposób przywracały mi poczucie, że żyję. Kiedy już się zmęczyłem chodzeniem w kółko, kładłem się na dywanie i lizałem własne kolana.

Dostać kijem to żadna trauma. Przez chwilę boli i na tym koniec. Za to często odtwarzałem w głowie, jak na wewnętrznym filmie aresztowanie u Margot, zamknięcie w synagodze, konającą na materacu kobietę, wielki gar i zakonnicę, która zostawiła mnie nocą na dworze, krzycząc, że jestem niebezpieczny.

Moja pamięć celowo, choć poza świadomością, przerabiała obraz minionych wydarzeń tak, abym mógł sobie z nimi poradzić. Dzięki tym poprawkom nie stałem się więźniem przeszłości – wymykałem się traumie.

Pamięć traumatyczna nie pozwala zbudować bezpiecznego obrazu “ja”, ponieważ wspomnienia przywołują obraz traumy.

W zdrowej pamięci obraz “ja” dostarcza wytycznych, jak żyć, żeby być szczęśliwym. W pamięci traumatycznej uraz zamraża obraz przeszłości i gmatwa myśli.

Kiedy jednak trauma nas unicestwia, ponieważ jest bardzo silna albo dlatego, że osłabiły nas wcześniejsze urazy, zastygamy w oszołomieniu, otępieniu, psychicznej agonii.

Psychologia kliniczna traumy opisuje szczególny rodzaj pamięci: nachalnej, narzucającej się niczym odgrywany bez końca bolesny scenariusz, który zawładnął naszą duszą. Więźniowie przeszłości oglądają wciąż od nowa nieznośne obrazy, które w nocy zaludniają ich koszmary. Najbanalniejsza codzienność budzi wspomnienie urazu.

Pamięć traumatyczna utrzymuje zranione dziecko w stanie ciągłego pogotowia: gdy jest maltretowane, uczy się chłodnej czujności, a gdy przeżyło wojnę, wciąż podskakuje przy najlżejszym hałasie, nawet jeśli od dawna trwa pokój. Ofiara sprawia wrażenie wycofanej, dziwacznej, tymczasem w jej wnętrzu świat kipi od emocji.

Ofiara, by mniej cierpieć, unika miejsc, w których doszło do zranienia, a także sytuacji i przedmiotów, które mogłyby o nim przypomnieć. A przede wszystkim powstrzymuje się od wszelkich słów, które mogłyby otworzyć ranę. Trudny jest kontakt z takim niemym zranionym, który sam ustawia się w pozycji obcego. Zamyka się w sobie, skrywa swoje ciepienie, nie dzieli się emocjami. Jest więźniem własnej pamięci.

Naiwnie wierzyłem, że traumę da się wyjaśnić wojną. Dziś zastanawiam się, czy fakt, że musiałem milczeć, gdy nastał pokój, nie zadał mi głębszych ran.

Myślę, że w czasie wojny bliskość śmierci musiała mnie znieczulić. Nie czułem ani smutku, ani lęku, był to raczej stan nie-życia poprzedzający śmierć. Rezygnacja sprawia, że cierpi się mniej, tak mi się wydaje. Nie czułem też rozpaczy, bo już sam fakt, że nie umarłem, był dla mnie zwycięstwem.

Każdej nocy śniłem, że jestem zamknięty w akwarium! Takie sny często dręczą ludzi, którzy doświadczyli “traumatycznego uwięzienia”. Zamknięci w czterech ścianach, otępieni ciszą, patrzymy, jak żyją inni, chcielibyśmy wyjść, znaleźć się wśród nich, ale to niemożliwe.

Spośród wszystkich pięknych obrazków i historii, które próbowałem rozszyfrować, najbardziej zapadła mi w pamięć opowieść o Locie. Często rozmyślałem o tej rycinie, z której wyciągnąłem pewien morał: oto, co się dzieje, kiedy myśli się o przeszłości. Sól naszych łez przemienia nas w posągi i życie się zatrzymuje. Jeśli chcesz żyć, nie odwracaj się.

Milcząc, sprawiałem wrażenie, że wyszedłem z wojny nietknięty. Czy to możliwe? Czy to normalne, sprawiać wrażenie normalnego po tym, jak dzień po dniu przeżywało się koszmar? Taka postawa była adaptacyjna, ale nie normalna. Otoczenie było współwinne tego zaprzeczenia.

Ofiary cieszyły się, że wydają się silne i radosne mimo traumy, a ich bliscy czuli ugę, że nie muszą stawiać czoła pytaniom zrodzonym przez prześladowania.

Opowiadanie swojego życia nie polega wcale na relacjonowaniu wydarzeń, ale na uporządkowaniu swoich wspomnień tak, by nadać spójność wyobrażeniu o tym, co nas spotkało, a jednocześnie na modyfikowaniu świata wewnętrznego odbiorcy.

To, co czuję, kiedy opowiem swoją historię, zależy od reakcji słuchającego: co zrobi z tym, co mu powiedziałem. Ten, kto milczy, też uczestniczy w opowieści tego, kto mówi.

Pierwszym następstwem destabilizacji środowiska dziecka jest to, że jego umysł staje się niezdolny do odwzorowywania czasu i porządkowania zdarzeń.

Dopóki trwa wojna, dzieci wydają się silne, a potem się załamują.

O rezyliencji można mówić później, po fakcie, kiedy dziecko będzie się musiało zmierzyć ze wspomnieniami.

Połączenie kojącego wpływu rodzica i zagrażającego środowiska wzmacnia więź.

Pamięć traumatyczna rejestruje precyzyjnie obraz, ale kontekst pozostaje mglisty.2

Nabyta we wczesnym okresie życia podatność na zranienie wyjaśnia osobliwe strategie uczuciowe porzuconych dzieci. Przywiązują się zbyt silnie i do każdego, kto pojawi się w zasięgu ich wzroku, bez wyboru.

Jeśli człowiek na skutek strat doznanych we wczesnym dzieciństwie stał się podatny na emocjonalne zranienie, późniejsza strata, realna lub symboliczna, może z dużym prawdopodobieństwem wywołać depresję.

Dziecko świetnie się uczy, jest uważne, choć nieco zbyt poważne, i wszyscy je chwalą, nie wiedząc, że u podłoża jego miłego usposobienia i czynionych przez nie postępów leży lęk przed separacją.

Zaprzeczenie chroni przed traumatycznym cierpieniem, ale zniekształca wspomnienia, blokując emocje związane z wyobrażeniem o tym, co się wydarzyło.

Czy na mentalną reprezentację traumy wpływa sposób, w jaki o niej mówimy? Czy zwykłe wypowiedzenie słów wystarczy, żeby przywołać obrazy i fakty?

Wspomnienia nie odzwierciedlają rzeczywistości, lecz łączą fragmenty prawdy, żeby stworzyć przedstawienie w naszym wewnętrznym teatrze.

Roztrząsać albo przebudować – oto dwie drogi, którymi mogą pójść ofiary traumy.

Na pamięć traumatyczną składają się wyraźne obrazy w otoczce słów i niepewnych uczuć, które musimy przetworzyć, żeby się nie załamać.

To, co łączyło ludzi, kiedy stawiali czoła horrorowi wojny, dzieliło ich, gdy nastał pokój.