terapiatraumy.pl

Zamrożone słowa traumy

Zamrożone słowa traumy

Trauma to zamrożenie. Trauma zamraża nie tylko ciało, ale także słowa.

Boris Cyrulnik, francuski znawca traumy, w książce Ratuj się, życie wzywa, którą niedawno prezentowałem, przytacza przypowiastkę o zamarzniętych słowach z Gargantua i Pantagruel Franciszka Rabelais’go:

Gdyśmy ucztowali na pełnym morzu, Pantagruel podniósł się z miejsca i stał przez chwilę, rozglądając się wkoło. Następnie rzekł: – Towarzysze, nic nie słyszycie? Zdaje mi się, że słyszę w powietrzu ludzkie głosy, ale nie widzę nikogo. Słuchajcie!

Na jego rozkaz wszyscy daliśmy baczenie, aby usłyszeć, czy nie chwycimy gdzie jakiego głosu albo dźwięku. Niektórzy z nas przykładali dłoń do ucha. Ale nie usłyszeliśmy żadnego głosu.

Pantagruel twierdził wszelako dalej, iż słyszy rozmaite głosy w powietrzu, tak męskie, jak i niewieście. Nagle i nam się zdało, że coś słyszymy. I baczniej wytężaliśmy słuch, tym wyraźniej rozróżnialiśmy głosy, tak iż chwytaliśmy nawet całe słowa.

To nas przeraziło wielce, jako że nie widzieliśmy nikogo, a słyszeliśmy tyle rozmaitych głosów i dźwięków jakoby mężczyzn, kobiet, dzieci, koni. – Zobaczmy najpierw, co to za ludzie. A gdyby to byli nasi? Jeszcze nie widzę nikogo. 

Czytałem, że istnieje więcej światów stykających się wzajem ze sobą. Przypominam sobie także, że Arystoteles utrzymuje, że słowa są obdarzone życiem. A w jakiejś okolicy w czasie ostrej zimy w samej chwili wychodzenia z ust słowa marzną i ścinają się na mroźnym powietrzu i zgoła ich nie słychać. Zatem trzeba zbadać, czy przypadkiem nie jest tu miejsce, w którym takie słowa tają.

Sternik na to odpowiedział: – Panie, nic się nie obawiaj! Jesteśmy na granicy Morza Polarnego, na którym toczyła się z początkiem zeszłej zimy wielka i okrutna bitwa. Wówczas zamarzły w powietrzu słowa i krzyki mężów i niewiast, uderzania maczug, łoskot pancerzy, szczęk oręża, rżenie koni i inne groźne wojenne odgłosy. Obecnie, skoro pofolgowała mroźna zima i przyszedł łaskawszy i cieplejszy czas, głosy te stajały i dają się słyszeć.

Wtedy Pantagruel rzucił na pokład pełną garść wyrazów zamarzniętych, które wyglądały jak cukierki, w formie perełek rozmiaitego koloru. Niektóre, ogrzawszy się trochę w naszych rękach, topniały jak śnieg i słyszeliśmy je wyraźnie. Jedno słowo, dość grube, ogrzane w rękach wydało taki dźwięk jak kasztany, gdy się je rzuci na żar i gdy trzaskają; tak iż wszyscy zadrżeliśmy ze strachu. Musiał to być w swoim czasie wystrzał.

Pantagruel rzucił na pokład kilka przygarści. I ujrzałem słowa kłujące, słowa krwawe, które wracają niekiedy w gardło z którego wyszły, słowa straszne, i inne, dość niemiłe do patrzenia.

Boris Cyrulnik takim komentarzem opatrzył słowa tej przypowiastki: Dlaczego ofiary traumy mogą powiedzieć tylko to, co otoczenie potrafi usłyszeć? Kiedy kontekst kulturowy jest zamrożony, zraniony człowiek zostaje sam ze swoim urazem, zakopuje go w pamięci jak w krypcie.

Dziś stawiając światło na grobach mamy szczególną sposobność, żeby słowa zamrożone traumą wreszcie odtajały. A my, żebyśmy poczuli ciepło wokół serca.