terapiatraumy.pl

Rezyliencja: zagadka odporności na traumę

Rezyliencja: zagadka odporności na traumęŻycie jest ciężkie. Trauma jest częścią życia.

Kiedyś się mówiło: per aspera ad astra (przez trudy do gwiazd). Błażej Pascal pocieszał, że L’homme n’est qu’un roseau, le plus faible de la nature; mais c’est un roseau pensant (Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą). Fryderyk Wilhelm Nietzsche nauczał, że: Was mich nicht umbringt, macht mich stärker (co mnie nie zabije, wzmocni mnie).

Różnie sobie w życiu radzimy: gdy jedni dostają co najwyżej kataru, innych powala zapalenie płuc. Co dla jednego jest bułką z masłem, dla drugiego może być traumą.

Stąd pytanie: co takiego mają lub co takiego robią ci, którzy mimo strasznych doświadczeń, nie mają traumy.

Odpowiedź: a no mają rezyliencję!

Na próżno by szukać rezyliencji w słowniku Wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych Władysława Kopalińskiego (jeśli ktoś go jeszcze używa). W googlach też wynik poniżej jednego tysiąca, a więc tyle co nic. Moi kochani redaktorzy bez skrupułów skreślają mi rezyliencję w tłumaczeniach. Czasami tłumaczy się angielskie resilience jako sprężystość psychiczna.

Słowo przychodzi do nas oczywiście z angielskiego (używane jest też m.in. po francusku résilience i niemiecku Resilienz), a wywodzi się naturalnie z łaciny: re-salire oznacza pierwotnie odskoczyć, odbić się; występuje u Seneki, Pliniusza, Owidiusza i Cycerona. Przez łacinę średniowieczną i francuski trafiło do języka angielskiego, używane w dokumentach Henryka VIII, a w nauce po raz pierwszy przez sir Francisa Bacona na początku XVII wieku. Od XIX wieku zaś używane przede wszystkim do opisywania właściwości stali.

Do psychologii pojęcie weszło w połowie XX wieku za sprawą Jacka Blocka (ego-resilience), ale popularność zdobyło dopiero dzięki Emmy Werner, która prowadziła słynne dziś badania na wyspie Kauai na Hawajach.

Amerykańska psycholog rozwojowa badała przez wiele lat wszystkie dzieci w liczbie 698 urodzone na wyspie w roku 1955. Oprócz potwierdzenia zjawiska, że dzieci narażone na biologiczne i społeczne czynniki ryzyka gorzej się rozwijają, odkryła, że jedna trzecia mimo wszystko wyrosła na troskliwych, kompetentnych i ufnych ludzi.

Zidentyfikowała również szereg ochronnych czynników, które pomogły zrównoważyć czynniki ryzyka w krytycznych okresach ich rozwoju. Wśród tych czynników była: silna więź z opiekunem innym niż rodzice (np. ciotka, niańka czy nauczyciel) oraz zaangażowanie w kościele lub grupach społecznych.

Jeśli spojrzeć na okładki książek poświęcone rezyliencji – a jest tego setki (po francusku, niemiecku i angielsku) – to dominuje: wańka-wstańka, parasol na deszczu, sztormowe fale bijące o skały lub roślina wyrastająca na spękanej ziemi lub na asfalcie. Na Wschodzie obrazem rezyliencji jest bambus. No a u nas, wiadomo – dzięki Wojciechowi Młynarskiemu – leszczyna:

Moje ulubione drzewo

– Leszczyna, leszczyna,

Jak ją za mocno przygiąć w lewo,

To w prawo się odgina,

A jak za mocno przygiąć w prawo,

To w lewo bije z wprawą,

A stara sosna szumi radosna:

Brawo, brawo!

Więc ochraniaj ją miłośnie –

O każdej dnia dobie,

Chroń leszczynę, która rośnie

– Nad Hańczą hen i w tobie!

Jest wiele pojęć, które łączą się z rezyliencją: odporność, rezystencja, zahartowanie, wytrzymałość, elastyczność, sprężystość, adaptacja, przystosowanie. Antonimem, czyli przeciwieństwem, jest podatność na zranienie, uraźność, jak się kiedyś pięknie mawiało.

Przed tygodniem przedstawiałem książkę Borisa Cyrulnika Ratuj się, życie wzywa. Cyrulnik jest jednym z najciekawszych badaczy rezyliencji. W swojej książce pisze: W danym momencie mierzymy się z trudnym doświadczeniem tymi środkami, którymi dysponujemy. Później, kiedy wracamy do niego myślami, staramy się zrozumieć, co się stało, uporządkować zamęt, zapanować nad mentalną reprezentacją tego, co się zdarzyło. Wpisujemy tragedię w naszą autonarrację, żeby nadać jej sens i znów zacząć żyć. Dopiero wtedy możemy mówić o rezyliencji.

Temat rezyliencji jest bardzo rozległy i złożony. Może zatem przygotuję na początek grudnia, serię o rezyliencji. Tak się składa, że w czasie od 1 do 8 grudnia, zwanym rohatsu, buddyści świętują oświecenie Buddy, a w Kościele katolickim świętuje się Niepokalane Poczęcie NMP. Co jak wiadomo na jedno wychodzi.