terapiatraumy.pl

Trauma w poezji polskiej

Trauma w poezji polskiejPeter A. Levine podczas tegorocznej konferencji w Weggis, kiedy rozmawialiśmy o traumach wojennych, zwierzył się, że zna wiersze Szymborskiej i zacytował „Koniec i początek”: „po każdej wojnie ktoś musi posprzątać”. Willigis Jäger, benedyktyn i mistrz zen, kiedyś pokazywał mi wiersz „Widok z ziarnkiem piasku”, który włączył do antologii tekstów mistycznych:  A wszystko to pod niebem z natury bezniebnym, w którym zachodzi słońce nie zachodząc wcale.

Michaela Huber, znakomita niemiecka autorka i terapeutka traumy, specjalistka od dysocjacji, wydała siedemsetstronicową psychotraumatologię Trauma und Traumabehandlung (Trauma i terapia traumy): tom pierwszy nosi tytuł: Trauma und die Folgen. (Trauma i jej skutki.), tom drugi jest zatytułowany Wege der Traumabehandlung (Drogi terapii traumy). Rozpoczęła to opasłe tomiszcze wierszem Wisławy Szymborskiej: Terrorysta, on patrzy.

Wiersz znałem, ale nie kojarzyłem go z traumą. Przeczytałem kilkanaście interpretacji tego wiersza w internecie, i ostatecznie postanowiłem podzielić się tym, co znalazłem w książce Michaeli Huber. Najpierw dla przypomnienia tekst wiersza:

Bomba wybuchnie w barze trzynasta dwadzieścia.

Teraz mamy dopiero trzynastą szesnaście.

Niektórzy zdążą jeszcze wejść.

Niektórzy wyjść.

 

Terrorysta już przeszedł na drugą stronę ulicy.

Ta odległość go chroni od wszelkiego złego

no i widok jak w kinie:

 

Kobieta w żółtej kurtce, ona wchodzi.

Mężczyzna w ciemnych okularach, on wychodzi.

Chłopaki w dżinsach, oni rozmawiają.

Trzynasta siedemnaście i cztery sekundy.

Ten niższy to ma szczęście i wsiada na skuter,

a ten wyższy to wchodzi.

 

Trzynasta siedemnaście i czterdzieści sekund.

Dziewczyna, ona idzie z zieloną wstążką we włosach.

Tylko że ten autobus nagle ją zasłania.

 

Trzynasta osiemnaście.

Już nie ma dziewczyny.

Czy była taka głupia i weszła, czy nie,

to sie zobaczy, jak będą wynosić.

 

Trzynasta dziewiętnaście.

Nikt jakoś nie wchodzi.

Za to jeszcze wychodzi jeden gruby łysy.

Ale tak, jakby szukał czegoś po kieszeniach i

o trzynastej dwadzieścia bez dziesięciu sekund

wraca po te swoje marne rękawiczki.

 

Jest trzynasta dwadzieścia.

Czas, jak on się wlecze.

Już chyba teraz.

Jeszcze nie teraz.

 

Tak, teraz.

Bomba, ona wybucha.

 

Zbliżającą się katastrofę zgotowaną przez człowieka przeżywamy z perspektywy sprawcy. Jak w kinie widzimy, jak ludzie wchodzą w śmiertelną pułapkę. Przypadek decyduje, kto przeżyje, a kto musi umrzeć. Wszystko takie przypadkowe… Szymborska nie wierzy w przeznaczenie. Wstrząsające jest to, że zupełnie niewinne i nieświadome tego ofiary za chwilę zostaną zamordowane lub naznaczone na całe życie.

Michaela Huber pisze: „Szymborska nie daje czytelnikowi żadnej możliwości interwencji; opisuje zbliżający się los do momentu nieuniknionego wybuchu. […] Tylko cud mógłby się zdarzyć, i się nie zdarza. Czy musimy się przyglądać, bezsilni i bezradni? Tak. Często nie jesteśmy w stanie zapobiec, powstrzymać tego, co się strasznego wokół nas dzieje. Czy oznacza to rezygnację? Myślę, że nie. Często nie możemy zapobiec niezmiernemu cierpieniu. Możemy jednak zatroszczyć się o ofiary i tych, którzy przeżyli, i pomóc im. I być uważnym, czy następnym razem potrafimy zapobiec czemuś podobnemu”.