terapiatraumy.pl

Lęk wysokości

Pacjentka w czasie 10-dniowej wyprawy w Tatry Słowackie

W terapii traumy mówi się, żeby na traumę nie patrzeć bezpośrednio. Sposobem na poradzenie sobie z traumą jest praca z jej odbiciem w naszych instynktownych reakcjach. Dlatego lepiej jest, wzorem Perseusza walczącego z Meduzą, nie budzić traumy a jedynie wykorzystać zwierciadło, jakim jest nasze ciało.

Interesujące jest to, że nierzadko ta niebezpośredniość odnosi się nie tylko do samego leczenia traumy, lecz także do rezultatów terapii. Nie są to jednak skutki uboczne, a raczej niebezpośrednie owoce. Bo terapia traumy jest przede wszystkim terapią porządkującą. Uporządkowanie jednej rzeczy prowadzi do samoistnego uporządkowania się innej.

Pacjentka cierpiała na lęk wysokości, ale nie zgłosiła tego w rozmowie wstępnej, bo zdecydowała się pracować metodą Somatic Experiencing nad zupełnie innym problem, który zresztą udało się na tyle rozwikłać, że po czterech sesjach terapię uznano za zakończoną. Sam lęk wysokości nie pojawiał się więc w czasie sesji terapeutycznych ani jako temat ani w doznaniach ciała.

Wkrótce po cyklu sesji SE pacjentka, jak co roku w czasie wakacji, wjeżdżała kolejką linową na Kasprowy Wierch, z tradycyjnie już zamkniętymi oczyma, wciśnięta w kąt przy podłodze, żeby niczego nie widzieć i jakoś dotrzeć na szczyt. I jedynie stamtąd, z Kasprowego jako swojego bezpiecznego miejsca, popatrzeć na ukochane góry. Tym razem kolejka w drodze na Kasprowy się nagle zatrzymała. Pacjentka wciśnięta w kąt, zagadnięta przez turystów, którzy chcieli z nią porozmawiać, jakie to szczyty widać, odpowiedziała, że niestety nie może z nimi patrzeć przez okno wagonika, bo ma lęk wysokości. Oni jednak jakoś nie dali temu wiary i nadal ją zachęcali do spojrzenia wokoło. Powoli wstała i ze zdumieniem stwierdziła, że nie odczuwa tak dobrze znajomego lęku. Po raz pierwszy od wielu lat, mogła popatrzeć na rozległe doliny rozpościerające się w dół. A po wjeździe na Kasprowy, nagle spojrzała na góry zupełnie inaczej. Góry inaczej wyglądają bez lęku…

Następnego lata wybrała się na 10-dniową wyprawę w Tatry Słowackie – o czym zawsze marzyła, a co dotąd nie było możliwe. Na dowód przysłała nam fotografię (zamieszczamy powyżej) jako „pożegnanie z lękiem wysokości” i dodała w korespondencji: „zezwala się na publikację w celach edukacyjnych”. Tak też zrobiliśmy, dziękujemy za inicjatywę i zgodę.

Co ciekawe, była pacjentka zupełnie nie odczuwa potrzeby doszukiwania się, co było powodem jej lęku. Jest całkowicie pochłonięta radością poszerzonego horyzontu i inaczej postrzeganego świata. Z zachwytem opowiada teraz o gwiazdach, które oglądała w sierpniu w Tatrach.

I rzeczywiście z traumą jest jak z patrzeniem w gwiazdy gołym okiem. Z jasnymi gwiazdami nie ma problemu, te widać. Ale czasami wypatrujemy na niebie innych gwiazd i zupełnie nie możemy ich dostrzec. Jest na to sposób! Gdy zogniskujemy wzrok obok tych najjaśniejszych i popatrzymy w głębię nieba, wówczas się pojawi! I tak oto możemy zoczyć gwiazdę, której nie szukaliśmy…

Wyjaśnienie tego zjawiska fizjologicznie jest dość banalne. Ale radość ze spotkania z nowo okrytą gwiazdą ogromna!