terapiatraumy.pl

Widok cudzego cierpienia, czyli trauma w salonie

Widok cudzego cierpienia, czyli trauma w salonieTrauma w salonie?

„Bycie widzem nieszczęść nawiedzających inne kraje jest jednym z najbardziej charakterystycznych przeżyć współczesności. Od półtora wieku patrzymy na to, co dla nas nagromadzili zawodowi, wyspecjalizowani turyści zwani dziennikarzami. Wojny to dzisiaj także obrazy i dźwięki w salonie. Informacje o tym, co się dzieje gdzie indziej, zwane wiadomościami, pełne są konfliktów i przemocy”

cytat z książki Susan Sontag  „Widok cudzego cierpienia”, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2010, przekład: Sławomir Magala

Do dzisiaj pamiętam scenę uciekających Wietnamczyków, w tym ok. 7-letnią wietnamską dziewczynkę, która biegnie naga i płacze, uciekając przed siebie, czyli wprost w kierunku kamery fotografa. Sama miałam wtedy około 7 lat i myślę, że pozostaję pod wpływem tej fotografii do dzisiaj. Wiem, że szok tego dziecka, jest także moim udziałem i jestem pewna, że wiele osób wciąż ma ją przed oczami. Niedawno zresztą zrobiono  wywiad z „dziewczynką z fotografii”, dzisiaj dojrzałą kobietą, która przetrwała wojnę.

To była i pozostaje jedna z najsłynniejszych fotografii wojny w Wietnamie, która służyła różnym celom, a z czasem stała się ikoną antywojennego ruchu. Wojna w Wietnamie była pierwszą masowo medialnie zorientowaną wojną XX wieku, co wynikało głównie z powszechności telewizji w latach siedemdziesiątych. I to nie tylko w Ameryce, ja ją przecież widziałam w Polsce. Susan Sontag pisze, że to jednak nie obraz ruchomy, niekończący się zalew obrazów z telewizji, ale fotografia pozostaje w naszej pamięci, bo właśnie taka „stop-klatkowa” jest natura naszej pamięci. Fotografia jest jak cytat. Obraz jako szok. Wcielone do dziennikarstwa obrazy mają przykuwać, zdumiewać i szokować. Traumatyzować?

Ale gdzie ta trauma? Gdzie jest ten obraz? W telewizji, w prasie, w internecie? (dzisiaj bardzo łatwo wygooglać tę fotografię) Nie. Ten obraz jest odzwierciedlony w moim mózgu i w moim systemie nerwowym. Ten obraz, nawet kiedy o nim piszę, wpływa na wszystko, co się dzieje w moim ciele – podwyższone napięcie, skrócony oddech i pewien rodzaj patrzenia w dal, niby na ekran przy moim pisaniu i być może przy Twoim czytaniu. Krótko mówiąc obrazy wojny, nawet jeśli pochodzą z mediów, stają się udziałem nas samych, ludzi, którzy jej nigdy nie doświadczyli.

Co robimy z widokiem cudzego cierpienia? Lub raczej co z nim robi nasz system nerwowy?

Wygląda na to, że doraźnie zamieramy, przestajemy mówić czy nawet na chwilę oddychać. To objawy stresu traumatycznego. A następnie? A następnie przeważnie się dysocjujemy. Niekoniecznie przez wychodzenie z ciała! Może to być rodzaj dysocjacji przez nierozumienie treści wiadomości, niesłyszenie, oderwanie uwagi. Możemy także przejawiać zwiększoną agresję i ni z tego ni z owego odnieść się ze zwiększoną irytacją wobec domowników, a już na pewno polityków, adresując swoje treści do nich, nie do nas.

Susan Sontag w swojej znakomitej książce pisze o fotografii wojennej i związanych z nią nadziejach na wydanie wojny wojnie, by ta przestała istnieć; pisze o manipulacjach fotograficznych i politycznych z nią związanych; i wreszcie o wtargnięciach wojennych obrazów do naszego salonu, domu, do naszej percepcji i pamięci. Do naszego życia. Właśnie widz, a nie fotograf, jest ostatecznym adresatem jej książki. Ja. Ty. My.

Z punktu widzenia traumy tego rodzaju obrazy nas traumatyzują, a oglądane wielokrotnie – retraumatyzują. Stąd prawdopodobnie niemoc, która jest naszym udziałem i która także raczej paraliżowała niż zagrzewała do działania wydawców i widzów wielkich albumów z poprzednich wojen, nawet jeśli przesłanie albumów miało być pacyfistyczne. A więc z obrazami wojennymi jest jak z wojną – traumatyzują kolejne pokolenia.

Zalecenie! Kiedy w wieczornych wiadomościach oglądasz zdjęcia z jakiejkolwiek współczesnej wojny, a w istocie jakiekolwiek zdjęcia katastrof, ugruntuj się, czyli przenieś uwagę do stóp i obszaru bioder, jeśli siedzisz; a następnie bardzo wolno wykonaj tzw. ruch orientacyjny, czyli rozejrzyj się uważnie dookoła, popatrz na przestrzeń wokół Ciebie, na swój dom, swoich bliskich. Prawdopodobnie Twoje ciało po chwili zareaguje głębokim wydechem, który będzie sygnałem, że napięcie wynikające z szoku, właśnie się rozładowuje, czyli opuszcza Twój system nerwowy. Dopiero wtedy możesz podjąć inne działania, z miłością zbliżyć się do domowników, pójść spać lub zostać aktywistą na rzecz pokoju.

Susan Sontag pisze, że to, co w żargonie mediów nazywa się światem, kiedy jednocześnie w różnych językach i wielu stacjach telewizyjnych, nadaje się tzw. „wiadomości ze świata”, jest zaledwie jego wybiórczą częścią, zarówno geograficznie jak i tematycznie.

Susan Sontag, to postać, która mnie fascynuje. Od pierwszego wejrzenia. Chętnie piszę o jej dziele, czy raczej jednym z dzieł. Ta niezwykle ważna w środowisku intelektualnym i feministycznym postać, bezkompromisowo krytykowała rządy Georga Busha Juniora, była zdecydowanie po stronie przejrzystości w polityce i nazywaniu rzeczy jakimi są. A więc, że USA stały się agresorem i eksporterem wojen a walka z terroryzmem jest ścieżką prowadzącą do pozaprawnej przemocy i tortur. Susan Sontag, wielka intelektualna aktywistka.