terapiatraumy.pl

Lekarzu, ulecz się sam z traumy!

Lekarzu, ulecz się sam z traumy!

Powiedzenie: Lekarzu, ulecz się sam po raz pierwszy wstępuje u św. Łukasza w Ewangelii (Łk 4,23). Po łacinie: medice, cura te ipsum, a w oryginale greckim: Ἰατρέ, θεράπευσον σεαυτόν. Przypomnijmy tylko jeszcze, że Ewangelista Łukasz był wedle tradycji lekarzem (i malarzem!).

Peter A. Levine w roku 2005 został potrącony na przejściu dla pieszych przez samochód. Szczęśliwie nie doznał jednak traumy, ponieważ zastosował na sobie własną metodę leczenia traumy, Somatic Experiencing, którą wcześniej przez 40 lat rozwijał.

Od opisu tego zdarzenia rozpoczyna się jego książka In An Unspoken Voice (Niemym głosem). Opis, a także pasjonująca analiza okoliczności traumatycznego zdarzenia i traumy z punktu widzenia SE, są zbyt obszerne, by je tu zamieścić, streszczę więc wybrane fragmenty: „Jest piękny styczniowy dzień. W południowej Kaliforni jest przyjemnie ciepło. Zapowiada się doskonały dzień, jeden z tych, gdy jesteśmy pewni, że wszystko na pewno się uda i nic złego nie może się wydarzyć. A jednak! W ułamku sekundy nasze życie może zostać całkowicie zniszczone”.

Levine wchodzi na przejście dla pieszych i… w następnym momencie leży ogłuszony na ulicy, nie jest w stanie się poruszyć ani oddychać. I kompletnie nie wie, co się stało. Jak przez mgłę widzi nadbiegających ludzi, którzy go otaczają i stoją nad nim jak żarłoczne wrony. Trauma zapiera i zabiera dech! W momencie szoku człowiek nie wie, co mu się stało. Nie może oddychać i stracił orientację wewnętrzną i zewnętrzną.

Podbiega do niego jakiś mężczyzna, klęka przy nim i przedstawia się jako sanitariusz. Poszkodowany, słysząc jego głos, próbuje się odwrócić w stronę z której dochodzi głos, co jest pierwszą i automatyczną biologiczną reakcją orientacyjną. Sanitariusz go jednak stanowczo upomina: “Nie ruszać głową!”. Sprzeczność pomiędzy naturalnym impulsem ciała, by się odwrócić w kierunku głosu a stanowczym nakazem, żeby się nie ruszać, wywołuje lękowe napięcie w ciele. Percepcja ulega dziwnemu rozszczepieniu i w niezwykły sposób Levine opuszcza swoje ciało: “Jest tak, jak gdybym się unosił nad sobą i patrzył z góry na scenę, która rozgrywa się pode mną”.

To klasyczny opis dysocjacji. Levine powraca jednak do ciała, gdy sanitariusz go dotyka, niezgrabnie chwytając jego nadgarstek, by zbadać puls.

Po kilku minutach przez tłum przeciska się pewna kobieta, siada spokojnie obok Levine’a, mówi, że jest lekarzem, pediatrą. Pyta, czy może pomóc?

Levine prosi ją, żeby przy nim po prostu została. Jej twarz jest życzliwa, współczująca. Bierze jego dłoń i lekko ją ściska. Jej troska i dotyk dają orientację i pomagają uruchomić osłabioną zdolność do kontaktu społecznego. To chroni przed wpadnięciem w czarną dziurę traumy. Levine odpowiada uściskiem i szuka jej spojrzenia. Gdy ich wzrok się spotyka, łzy stają mu w oczach. Bezpośredni kontakt wzrokowy jest integralną częścią komunikacji społecznej. Ta cielesna wymiana, w której wzajemnie oddziałują na siebie dwa układy nerwowe, działa stabilizująco i przynosi ulgę.

Przyjemny, dziwnie znajomy zapach jej perfum mówi, że nie jest sam. Przez zmysł zapachu mamy bezpośredni dostęp do układu limbicznego, zawiadującego emocjami.

Wówczas Levine robi pierwszy głęboki oddech. W tym momencie dochodzi do fizjologicznego rozładowania napięcia i rozpoczyna się proces samoregulacji. Ogarniają go dreszcze i łzy leją mu się z oczu. Ciągle wstrząsają nim dreszcze przez całe ciało. Zaczyna się powrót do rzeczywistości.

Peter Levine tak podsumował swój autoterapeutyczny proces po wypadku samochodowym: „Choć może to dziwnie zabrzmi, ale to przeżycie dało mi okazję zastosowania mojej metody radzenia sobie z nagłą traumą; metody, którą rozwijałem od 40 lat. Nasłuchiwałem „niemego głosu” mojego ciała, dopuszczając, by robiło to, co musiało zrobić; nie przerywałem drżenia, śledziłem moje wewnętrzne odczucia i jednocześnie pozwalałem, żeby reakcje obronne i reakcje orientacyjne zostały w pełni dokończone; odczuwałem złość i zgorszenie, jednocześnie nie będąc przez nie przytłoczonym. Dzięki temu, na szczęście, wyszedłem z tego bez szwanku, zarówno fizycznie jak i emocjonalnie”

Na zakończenie można tylko dodać, że motyw „lekarzu, ulecz samego siebie” od czasu C.G. Junga przybrał postać: „zranionego uzdrowiciela„, o czym już kiedy indziej i w osobnym poście.