terapiatraumy.pl

Nigdy nie jest za późno, żeby uleczyć traumę

Wielun_zbombardowane Centrum 1939_trauma wojny„Nigdy nie jest za późno, żeby mieć szczęśliwe dzieciństwo”, czyli dlaczego dzisiaj, 75 lat po wybuchu drugiej wojny światowej, winniśmy mówić przede wszystkim o tych, których dzieciństwo przypadło na straszne lata wojny, a więc o pokoleniu 70+. Mówić, ale przede wszystkim coś zrobić, przede wszystkim pomóc.

Ofiary i bohaterowie tej strasznej wojny, a także sprawcy oraz świadkowie, w większości odeszli. Ostali się nieliczni. Dziś żyją już tylko dzieci czasu apokalipsy, a więc urodzeni w latach 1939-45 oraz ci, którzy byli już dziećmi w momencie wybuchu wojny, urodzeni przed 1939. Pokolenie dzieci wojny.

Przez dziesięciolecia dzieci wojny wypierały lub przynajmniej kontrolowały swoje wczesne traumy spowodowane okrucieństwami tamtych czasów. Wojna jednak odcisnęła na ich życiu swoje niezatarte piętno, nawet jeśli nie byli świadomi brzemienia, które niosą.

Teraz jest jeszcze czas i ostatnia okazja na świadome spojrzenie na sprawę. Starsze osoby uświadamiają to sobie, zadają pytania i szukają w sobie tego dziecka, którym wtedy być nie mogli. Odczuwają często wewnętrzną potrzebę opowiedzenia tego komuś, by to nie poszło na marne, żeby dać świadectwo.

Im mniejsze było dziecko, które przeżywało wojnę, tym głębsze i cięższe są późniejsze skutki traumy, nawet jeśli dzieci te nie są w stanie przypomnieć sobie świadomie tego, co przeszły. Wiele osób cierpi na dolegliwości psychosomatyczne, przede wszystkim na powracające depresje, niewyjaśnione bóle i ataki paniki. Zresztą często – jak to w traumie – nie czują prawie swojego ciała, nawet w sytuacjach, gdy zwykle odczuwa się ból. Bywa, że są chore, a nawet ciężko chore a nie zauważają, że mają jakieś dolegliwości. A mają je naprawdę, tylko je po prostu stale tłumią. Ich lęki często nie łączą się z żadnymi obrazami wojennych wydarzeń, nawet w snach nie występują takie wskazówki, nie przychodzi im więc do głowy, że ich problemy mogą wiązać się z przeżyciami wojennymi.

Badania naukowe pokazały, że ludzie, którzy nie wyszli z traumy, mają zbyt niski poziom kortyzolu. Dlatego są podatni na stres. Naloty, utrata najbliższych, głód i strach – to wszystko ma wpływ na ciało i na duszę.

Wielu starszych ludzi czuje się głęboko zaniepokojonych, i dlatego unikają nowych doświadczeń i zmian. Również kontakt z młodszym pokoleniem jest ograniczony, a często związany z negatywnymi emocjami. Wszelkie zmiany warunków życia są dla nich nazbyt stresujące. Bardzo często też myślą w kategoria być albo nie być. I wreszcie posiadają wzmożoną potrzebę materialnego bezpieczeństwa.

Co można zrobić? Są dwie perspektywy: indywidualna, rodzinna oraz pokoleniowa, narodowa. Uważa się, że opowiedzenie, spisanie własnej historii – samemu lub z czyjąś pomocą ma wielki sens. To autoterapia przez pisanie.

Niedawno usłyszałem od starszej damy, która miała cztery lata w 1939 i wówczas po raz ostatni widziała swojego ojca, że jej wnuk podarował jej na Boże Narodzenie w prezencie spisanie jej wojennych wspomnień. Opowiadała o tym wzruszona i z blaskiem w oczach. Nikogo oczywiście nie należy zmuszać. I trzeba rozważyć, czy nie warto zasięgnąć pomocy psychoterapeuty, najlepiej specjalizującego się w terapii traumy.

Steven Spielberg po sukcesie „Listy Schindlera” założył fundację dokumentującą losy ocalonych. W innych krajach powstały instytucje o podobnych celach. Czasami robi się to w ramach projektów badawczych lub społecznych, które pomagają ludziom starszym w spisaniu swoich przeżyć.

My też w ramach strony Terapia Traumy przygotowujemy taką formę pomocy. Bo nigdy nie jest za późno, żeby uleczyć traumę. Ma to istotne znaczenie tak dla osób bezpośrednio nią dotkniętych jak też dla ich rodzin. Dzisiaj już wiemy, jak łatwo traumy wojenne przenoszą się na następne pokolenia.

 

Na zdjęciu Wieluń, gdzie spadły pierwsze bomby w drugiej wojnie światej