terapiatraumy.pl

Trauma 6. sierpnia

trauma narodowaDziś szósty sierpnia. Wystarczy jeden rzut oka na kalendarz, żeby się przekonać, że w tym dniu trauma na traumie. Do wyboru do koloru. Trudno mi się zdecydować, o czym tu pisać,  i która trauma ważniejsza. Pierwsze trzy przykłady z brzegu: Hirosima, krzesło elektryczne i Święto Przemienienia Pańskiego.

W roku 1945 o godz. 8.15 zrzucono na Hirosimę pierwszą bombę atomową (o niewinnej nazwie “Little Boy” – mały chłopiec: waga 5 ton, siła rażenia: 13 kiloton TNT), trzy dni później drugą na Nagasaki (trochę przez przypadek i nie całkiem celnie: bo były złe warunki i zrazu odstąpiono od zamiaru, ale zepsuł się zbiornik z paliwem i ostatecznie, żeby wrócić, zrzucono jednak tę drugą bombę nazwaną “grubasem”). Zginęło 200 tysięcy ludzi, czyli mniej więcej tyle co w Powstaniu Warszawskim. 15. sierpnia cesarz japoński Hirohito podpisał bezwarunkową kapitulację i wyrzekł się boskiego statusu, zachowując tytuł i godność cesarza.

W roku 1890 użyto po raz pierwszy krzesła elektrycznego, wynalezione przez samego Thomasa Edisona, ale pomysł był pewnego dentysty z zawodu, Alberta Southwicka, a stracono Williama Kemmlera, za zamordowanie siekierą swojej konkubiny, Tillie Ziegler. Krzesło też ma swojego nika: Old Sparky. Co znaczy tyle mniej więcej co “stara (w sensie wierna) iskierka”. Bo iskierką nazywano chętnie domowego burka. Wygląda zresztą ostatnio, że wróci do łask tu i ówdzie.

Zamiłowanie do pieszczotliwych nazw w traumach ogromne. Prawie jak na CB-radiu! (może warto się kiedyś temu przyjrzeć bliżej: trauma i język). Bowiem bombowiec B-29, superforteca, który zrzucił bombę atomową na Hirosimę, został przez pilota Paula Tibbetsa ochrzczony imieniem jego matki – Enola Gay.

Przemienienie (Pańskie), po grecku metamorphosis, po łacinie: transfiguratio: “Jezus wziął z sobą Piotra, Jakoba i jego brata  Jana i zaprowadził ich na wysoką górę, na miejsce odosobnione. Tam w ich obecności został przemieniony.” (Ewangelia wg Mateusza 17,1-2). W pamięci mam niezwykły obraz Rafaela sprzed prawie 500 lat widziany Rzymie, w Watykanie.

Może jednak o Hirosimie, bo wojnę mamy pod bokiem i coraz bliżej, już puka do naszych drzwi. Zresztą wojen też pod dostatkiem. A co wojna to trauma. Ukraina, Syria, Izrael. że nie wspomnę o już wciąż toczących się i zapomnianych wojnach w Iraku, Afganistanie i Libii.

A jak łatwo dochodzi do wojny, i to światowej, widać przy okazji 100 rocznicy 1 wojny światowej, chętnie określanej jako praźródło dwudziestowiecznych traum.

A więc jednak będzie o Hisrosimie. Bo po Hirosimie już nic nie było takie jak dawniej. Nastała epoka apokaliptyczna (a może infernalna?): epoka bomby atomowej, bomby, która jak się wtedy wydawało, może zniszczyć nie tylko całe miasto, nie tylko człowieka jako gatunek, ale w ogóle życie na Ziemi.

Ale trauma Hirosimy jest złożona, a nawet można mówić o czterech różnych traumach lub perspektywach na traumę. Najpierw sprawcy, a więc twórcy, dowódcy (na czele z amerykańskim prezydentem) i piloci (żołnierze, którzy zrzucili bombę). Dalej mamy ofiary tzw. Hibakusha (”ludzie dotknięci eksplozją”), a także naród japoński i wreszcie ludzkość, która usłyszała słowa Roberta Oppenheimera, twórcy bomby atomowej: “Stałem się śmiercią, niszczycielem światów”.

Ogłaszając zrzucenie bomby na Hirosimę i zakończenie wojny z Japonią Harry Truman, amerykański prezydent w latach 1945-53, mówił przede wszystkim o uratowanych istnieniach, żołnierzach amerykańskich oraz że dzięki temu, nie była potrzebna lądowa ofensywa na Japonię. To zresztą formuła rodem z pierwszej wojny światowej. Chętnie przyjęli tę formułę inni uczestnicy, m.in. zmarły kilka dni temu ostatni członek załogi bombowca, nawigator, który zasłynął tym, że gdy zobaczył skutki wybuchu bomby, powiedział: „zanim wylądujemy wojna się skończy”. Niewiele się pomylił.

Sprawa z traumą nie jest taka prosta, co widać w pogmatwanych losach potomków (dzieci i wnuków) bohaterów tamtych wydarzeń. W ustawieniach systemowych widać niezwykłe brzemię, które niosą po przodkach.

Bezpośrednie ofiary bomby atomowej, hibakusha, do dziś zarejestrowano ponad 200 tysięcy osób poszkodowanych przez eksplozję, inaczej niż np. ocaleni z holocaustu, oprócz traumy spowodowanej bombą przeżywają przede wszystkim społeczną pustkę.

I tym samym przechodzimy do traumy zbiorowej, traumy narodu. Sprawa jest niezmiernie skomplikowana, ale też niezwykle ciekawa. Bo każdy naród ma swoje traumy.  My mamy na przykład: Smoleńsk, stan wojenny czy Powstanie Warszawskie.

c.d. jutro

 

Foto: wikipedia.org