terapiatraumy.pl

Trauma wojenna u dzieci

Trauma wojenna u dzieciWojna jest straszna. Trauma nie kończy się bynajmniej, gdy przestają strzelać. „Po każdej wojnie ktoś musi posprzątać. Jaki taki porządek sam się przecież nie zrobi” napisała Wisława Szymborska w wierszu „Koniec i początek” (w którym już tytuł ma zakłócony porządek).

A co się dzieje z traumą, gdy chodzi o dzieci? Gdy ktoś się rodzi w czasie wojny albo krótko przed jej wybuchem? Gdy jako dziecko przeżywa okrucieństwo wojny? Dopiero od niedawna zaczęto się nad tym zastanawiać i o tym pisać, inaczej niż tylko w formie heroicznych opowieści. Może dlatego, że od wybuchu drugiej wojny światowej minęło prawie 70 lat i dzieci tamtej wojny niedługo już odejdą.

W Niemczech od prawie 10 lat zaczęto bardzo poważnie zajmować się dziećmi wojny i ich traumą. W Polsce kilka lat temu, w wydawnictwie Nisza, ukazała się bardzo ważna książka Alony Frankel „Dziewczynka”. A wiosną tego roku wyszła u nas książka Swietłany Aleksijewicz: „Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy„. Przełożył Jerzy Czech. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013, 232 strony. Tytuł oryginału: Последние свидетели. Соло для детского голоса. Pierwsza wersja książki pochodzi z roku 1985.

Swietłanę Aleksijewicz znamy już z jej dwu głośnych książek: „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” oraz „Czernobylska modlitwa”. Ta białoruska dziennikarka, urodzona w Stanisławowie na Ukrainie, otrzymała w roku 2011 Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego. Za tydzień podczas targów książki we Frankfurcie nad Menem odbierze prestiżową Nagrodę Pokojową Niemieckich Księgarzy i Wydawców. (Otrzymali ją m.in.: Janusz Korczak, Leszek Kołakowski i Władysław Bartoszewski).

Aleksijewicz posługuje się collagem, przypominającym trochę w formie kolektywną nowelę białoruskiego pisarza Alesia Adamowicza. Prowadząc swoje wywiady stara się odnaleźć „człowieczeństwo w każdym człowieku i to człowieczeństwo ocalić”.

Autorka zamieszcza 102 relacje dzieci. Wojna oczami dziecka. A dokładniej wojna w oczach i w duszy dziecka. Czyta się to jak podręcznik psychotraumatologii! Mamy wszystkie możliwe objawy traumy: utrata pamięci, dysocjacja, odrętwienie, lęk, depresja etc. Na każdej stronie.

Ale nie na tym polega wyjątkowość tej książki. Te teksty, o traumie tamtych dzieci, nas prawdziwie dotykają, utożsamiamy się z nimi, poruszają dziecięcą część w nas; jak by to powiedział John Bradshaw, dotykają naszego wewnętrznego dziecka.

Chciałbym zacytować pewną relację. Na zachętę. Ale bardzo trudno mi się zdecydować. Najbardziej zapadła mi w pamięć niezwykła opowieść Galiny Matusiejewy, Cyganki, zatytułowana „Król krzyżowy… Król karowy…”

My, Cyganie, jesteśmy wolnym narodem… Mamy własne, cygańskie prawa. Nasza ojczyzna jest tam, gdzie żyjemy i tam, gdzie raduje się nasze serce. Dla nas ojczyzna jest wszędzie. Wszędzie pod słońcem. Tak uczył mnie ojciec i tak uczyła mama. Wóz kołysał się, trząsł po drogach, a mama recytowała mi nasze modlitwy. Śpiewała. Szary to kolor drogi, kolor kurzu… Kolor mojego dzieciństwa… Moja kochana, widziałaś ty namiot cygański? Okrągły i wysoki jak niebo. W nim się urodziłam. W lesie. Pod gwiazdami. Nauczyłam się śpiewać i tańczyć przy ognisku. Nie ma dla Cygana życia bez pieśni, każdy u nas tańczy i śpiewa. Tak jak mówi. Słowa naszych pieśni są tkliwe i do zguby mogą przywieść… Jak byłam mała, to ich nie rozumiałam, a jednak płakałam. Tam są takie słowa… Zapadają w serce, drażnią je. Kołyszą do snu. Namawiają, by ruszyć w drogę. Kuszą swobodą. Wielką miłością… Nie na darmo powiadają, że człowiek w Rosji umiera dwa razy: pierwszy raz za ojczyznę, drugi – słuchając Cyganów. Złociutka, po co tyle pytań? Sama ci opowiem…

I opowiada. I to jak! Opowiada tak jak wróży:

Moja ty kochana… Po oczach poznaję, czy kto jest szczęśliwy, czy nie. Nie do każdego podejdę na ulicy i zagadnę: „Może powróżyć?”. Ludzie biegną, biegną, a ja wybiorę w tłumie jednego, jakbym go rozpoznała, bo w mojej piersi coś się odezwie, ciepło się zrobi, i wtedy pojawią się słowa. Żar mowy. Zaczynam wtedy mówić… Odgaduję los… 

Książkę „Ostatni świadkowie” najpierw wysłuchałem jako audiobooka w pięknym, oszczędnym i poruszającym nagraniu Krystyny Czubównej. Włączyłem sobie wieczorem, tak na zaśnięcie… Nie spałem całą noc! Serce mi waliło, siedziałem w kucki albo leżałem skulony, łzy mi same leciały. Słuchałem do świtu, nie mogąc się oderwać.