terapiatraumy.pl

Transcendencja

trauma, terapia traumyW ważnych rozmowach z przyjaciółmi, doszliśmy do przekonania, że w czasach ponowoczesności Sztuka jest głównym miejscem manifestacji Ducha. Artyści coraz częściej odwołują się do praktyk zarezerwowanych do niedawna dla przestrzeni duchowej: świadome oddychanie (Paweł Althamer), wewnętrzny ruch w ciele (Grotowski, Gabrielle Roth) praktyka obecności (Marina Abramovic) A wszystko po to, by – jak w wielkich tradycjach duchowych – doświadczyć transcendencji.

W Muzeum Narodowym w Warszawie jest, dostępna do 1 września 2013, monograficzna wystawa malarstwa Marka Rothko. Na wstępie wystawiono fragment jego biblioteki – inspiracje filozoficzne, literackie i muzyczne. Następnie kilka obrazów z czasów dochodzenia do własnych środków wyrazu i wreszcie jego słynne Wieloformy, wielkopłaszczyznowe obrazy z wyraźnie zaznaczonymi barwnymi i monochromatycznymi geometrycznymi plamami. W swojej kolorystyce i prostocie, jak też sposobie malowania, z konsekwentnym nie oprawianiem, ale malowaniem ramy, skojarzyły mi się z ikonami Nowosielskiego. Ale Rothko, zupełnie porzucił postać, zostając w swoim malarstwie przy wydobywaniu esencji.
Wieloformy Marka Rothko to bezpostaciowe ikony, ponad religijne przestrzenie do kontemplacji.

Córka malarza, Kate Rothko-Prizel, dumnie oprowadzająca po wystawie, mówi w filmie edukacyjnym dostępnym na wypożyczanych przez muzeum tabletach, że jej ojciec malował czyste emocje, zawierał je w wielkości płótna, kładł je warstwa po warstwie i że ciągle malował rozpacz, bez względu na kolory, jakich używał.

photo_4Ostatni obraz eksponowany na wystawie jest zaglądaniem do najpóźniejszego akapitu z życia artysty. To nagi wgląd do jego duszy. Można w nim jednak spotkać wiele z pamięci kolektywnej, którą w sobie nosił i której, jako rosyjski Żyd żyjący w Ameryce, czyli poza europejską zagładą, w sobie wiadomy sposób doświadczał.

Szeroka ławka umieszczona przed obrazem daje komfort kontemplacji.
Jeden z naszych przyjaciół powiedział, że ten obraz patrzy na patrzącego. Owszem. Wykrzywia twarz, wprowadza w przeżycia, których nie oczekujemy, pokazuje kolejne twarze wyzierające z czerni, pokazuje światło, które ta czerń w sobie zawiera, i nie wypuszcza łatwo, każe milczeć i płakać.
Oczyszcza i transcenduje.