terapiatraumy.pl

Studnia zatruta traumą

Trauma, terapia traumyDrugie ze spotkań pod znakiem traumy, o których wspomniałem przedwczoraj, było zupełnie odmienne. Umówiłem się z moim przyjacielem ze studiów jeszcze, który zniknął nagle kilka lat temu, a który siedzi na psychiatrii w oddziale zamkniętym. Najpierw był triumf, potem trauma, a teraz tabu.

Przyjaciel spokojny, ujmujący, właściwie ktoś, kto w lepszym świecie bez traumy pragnąłby być świętym Mikołajem – spędziliśmy kilka godzin. Piękna inteligencja i czułość serca, zwłaszcza, gdy mówił o swoich córkach. Gniew pojawiał się za każdym razem, gdy mówił o miejscu, w którym się znalazł.

Przyniosłem papierosy, zapałki, kawę, cukier, masło orzechowe (które mu skradziono już następnej nocy), snickersy, principolo i mentosy. Walutą, za którą można dostać dosłownie (!) wszystko, są oczywiście papierosy. Najwyżej chodzą Lucky Strike Red (ale z paczek – bo na sztuki – po 25 sztuk).

Pokazał mi cały oddział – „A teraz zobaczysz traumę”: łącznie z izolatką, gdzie ktoś „w pasach leżał” i każdy może zajrzeć przez szybkę. Wszechobecna przygnębiająca realność farby olejnej z odpryskami. Realność zdegradowana. Z innej epoki. I zapach, którego się nigdy nie zapomina. Zapach strachu.

Umęczone, straumatyzowane twarze nieprzychylnego personelu. Największy lęk wzbudził we mnie ktoś – myślałem, że pacjent –  kto okazał się być szefem oddziału.

Wśród chorych także przypadkowe ofiary biurokracji, a teraz farmakologii i braku terapii. Jakiś błąkający się przemocowy żołnierz z nieleczoną PTSD. Hierarchia na oddziale jak wśród więźniów.

Kiedy wyszedłem, czułem, że coś się nie zgadza. Właściwie wszystko było w porządku. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że nie widziałem jego oczu. Może to ja nie patrzyłem mu oczy, a może to on odwracał wzrok, może światło tak padało, a może po prostu bliki na szkłach okularów. Nie, jego oczy, jego dusza są gdzieś indziej.

 

Na zdjęciu obraz Jacka Malczewskiego Zatruta studnia.