terapiatraumy.pl

Pracowałem w ogrodzie… nad traumą

SONY DSCDzień taki szczęśliwy.

Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.

Tak zaczyna się jeden z najpiękniejszych wierszy Czesława Miłosza: Dar z roku 1971, gdy poeta przeżywał bardzo trudny osobiście okres.

Obraz ogrodu, idea ogrodu, są głęboko wryte w naszej świadomości. Począwszy od wspomnienia Edenu, rajskich ogrodów, za którymi ciągle tęsknimy. Poprzez ogródek Zosi w „Panu Tadeuszu” odzwierciedlający mikrokosmiczny obraz makrokosmicznego ładu i porządku. Aż po tajemniczy ogród, ogród dzieciństwa czy ogród marzeń…

Ogród  jest wtedy, gdy jakiś teren jest ogrodzony, gdy ma jasno wytyczone swoje granice, gdy jest wyraźnie oddzielony. Gdy jest bezpieczną przestrzenią. W tym sensie ogród jest przeciwieństwem pustyni, gdzie szaleją demony. (nieprzypadkowo Jezus wychodzi na pustynie, gdzie  cierpi i jest kuszony).

Ogród robi nam dobrze. Dobrze nam być  w ogrodzie. Dobrze pracować w ogrodzie. Nic dziwnego, że ogród znalazł (głównie w USA i Wielkiej Brytanii) zastosowanie w terapii traumy. Nazywa się to wówczas ogrodoterapią, hortiterapią (po angielsku garden therapy, albo jeszcze mądrzej: horticultural therapy).  Jest to rodzaj ergoterapii, terapii przez pracę.

W traumie tracimy grunt pod nogami. W ogrodzie możemy go spróbować odzyskać. I jest to wówczas zupełnie inne zadanie niż np. w gabinecie psychoterapeutycznym.

A ponadto takie czynności jak: przygotowanie gleby, sianie i sadzenie, wzrost, pielęgnacja i zbiory,  wszystkie mają ogromny potencjał.  Bardzo ważne jest też, że we wszystkim uczestniczy nasze ciało. A ponadto, wiele ruchów jest monotonnych, powtarzających się. W połączeniu ze świadomym  oddechem działają kojąco.

Ogromna jest też przestrzeń do kreatywności. Na przykład do tego, żeby rozmawiać z roślinami. Albo do tego, żeby – korzystając z rytuałów – stwarzać przestrzenie brzemienne sensem. Żeby na koniec móc powiedzieć:

Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.

I

Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.