terapiatraumy.pl

Świadek wojny

miller13wojenPowiem od razu: książka jest straszna! A zarazem znakomita, świetna i niezwykła. I bardzo ważna. Szczera do bólu. Jest o wojnie i o traumie. Jest fascynująca i traumatyczna! Ręce się mi trzęsły, gdy trzymałem tę książkę i dygotały mi kolana, mimo że siedziałem wygodnie. Zapiera dech. Jest wibrująca i rozedrgana. Czuje się  hyperarousal (nadmierne pobudzenie) i hypervigilance (nadmierną czujność, ciągłe bycie w pogotowiu); w terapii traumy dwa kluczowe pojęcia i symptomy traumy.

Krzysztof Miller dał świadectwo swoimi zdjęciami, tymi publikowanymi w prasie i tymi niepublikowanymi (udostępnianymi np. politykom, organizacjom charytatywnym lub naukowcom). Teraz napisał książkę. Autor o smutnych oczach mówi, że nie lubi pisać. Brzmi to trochę jak wykręt, że niby nie umie, bo kocha fotografować. Ale pisze świetnie.

Krzysztof Miller jest wybitnym fotoreporterem wojennym związanym Gazetą Wyborczą,  a wcześniej wielokrotnym mistrzem Polski „w skokach na główkę i zawsze do basenu wypełnionego wodą” – jak sam to nazywa. Karkołomne i jedno i drugie. Miller opisuje tych 13 wojen i jest to jednocześnie też ta „i jedna” wojna. Najbardziej karkołomna, wojna z samym sobą.

W wywiadach Miller mawiał: „Czuję się z moimi wojenno-fotograficznymi przeżyciami OK. Nie dobrze, lecz OK”. A czym się ratował: wódka, koniak, łychol, grzdyl, browar, maryha, konopie… Kiedy przestał wyjeżdżać zaczął śnić o bohaterach swoich zdjęć, o których wiedział, że już ich nie spotka. Potem przyszła bezsenność. Zasłaniał okna, żeby snajper go nie dojrzał. Nie wychodził na ulice, żeby ostrzał z moździerza go nie dopadł. Nie kupował jedzenia, żeby głodni nie ukradli…

Dla kogo to jest książka? Kto powinien ją przeczytać? Powinna to być lektura obowiązkowa dla studentów psychologii (zainteresowanych PTSD i traumą) oraz dla terapeutów traumy. Dla tych którzy byli na wojnie w Afganistanie czy Iraku, dla ich rodzin. A także dla tych, którzy tam, albo na inną jeszcze wojnę, się wybierają. Nieważne czy z aparatem, czy z długopisem, czy z karabinem.

Aparat jest jak karabin. Nieprzypadkowo mawia się „strzelić fotę”, shot (strzał) w znaczeniu zdjęcie lub zrobić zdjęcie. Aparaty cyfrowe nie mają mechanicznej migawki. Nie słychać więc jej trzasku. Robi się to softwarowo, żeby było wiadomo, że zdjęcie w ogóle zostało zrobione. Czytając tekst „13 wojen” cały czas słychać dźwięk migawki, jak strzały. Miller pisze tak, jak fotografuje. Dlatego też ta książka pozwala trochę lepiej rozumieć jego zdjęcia, i te, które zamieszcza i opisuje w książce, jak i te, które można znaleźć w innych publikacjach lub w necie.

Przepiękne jest to, co mówi i jak mówi o aparacie fotograficznym (zresztą widać w tekście, że bliżej mu do przedmiotu niż do ludzi): „Aparat potrafi być chimeryczny jak kobieta. Trzeba o niego dbać i go pieścić. Karmić bateriami i filmami. Lub, jak dziś, kartami pamięci. »Kąpać«, przewijać, przecierać, chuchać. Poświęci się za ciebie. Odda za ciebie swoje życie. Jak niezawodny przyjaciel, kompan, druh będzie ci zawsze towarzyszył na dobre i na złe. Jeśli się tylko dobrze dobierzecie, będziecie ze sobą szczęśliwi, pełni ufności po grobową deskę”. To tylko jeden akapit z dłuższego pasażu (strona 245). Polecam.

Czytam po wielekroć opis spaceru z psami (zawsze tą samą trasą) na końcu książki ,w której jest mowa o tej ostatniej wojnie. Przypomina mi się okrutny zwyczaj z bardzo dawnych czasów, gdy chłopiec, żeby zostać wojownikiem musiał zabić swojego psa. Miller, wojownik, robi odwrotnie – bierze psa ze schroniska. Ocala go. Z wojownika staje się znów chłopcem.

P.S. Całkowicie poza „kadrem” książki są wszelkie wątki osobiste. Nie dowiadujemy się nic a nic. A wątek systemowy wydaje się bardzo ważny. Wiadomo, że istnieje coś takiego jak trauma transgeneracyjna. Córka Millera poszła na wojnę (mimo, że dziewczyna). „Za ojcem”? A Miller? Skrzętnie ukrywa przed czytelnikiem wszystkie sprawy osobiste. Tego się nie dowiemy, i nie mamy prawa o to pytać autora. Chyba że siebie i o swoje traumy. Że trzeba i warto, pokazał nam Krzysztof Miller. I chwała mu za to.